6 października 2015

Timex xRun50+ - recenzja wstępna

Niby "zwyczajny" zegarek a lubi się z telefonem, apkami społecznościowymi i treningowymi...fot. D.Szymborska


Zegarek jest na mojej ręce od piątku, z przerwami na ładowanie, dlatego mogę powiedzieć, że go dopiero poznaję. Od początku się polubiliśmy… ale po kolei o naszej znajomości….

Bawią mnie recenzje sprzętu, które zaczynają się od opisania opakowania produktu, ciekawi mnie dla kogo ważne jest pudełko? Przecież je wyrzucamy? W każdym razie, ja się staram nie zagracać domu. Więc o pudełku nie będzie….

Sam zegarek jest stosunkowo mały, co ważne wygląda „normalnie” na ręce. Można go nosić na co dzień, a nie tylko na zawody. Nowością i jak dla mnie miłym udogodnieniem jest to, że można przestawić wyświetlacz tak by zegarek stał się „wskazówkowy”.

Wracając do początku znajomości – trzeba zegarek naładować. Na telefon ściągnąć specjalną (darmową) aplikację TIMEX. Potrzebna jest również jedna z aplikacji sportowych, ja wybrałam Wahoo. 

Kolejny krok to „sparowanie” zegarka z telefonem i tutaj się zaczyna zabawa. xRUN50+ jest tak zwanym smartwatchem, czyli stanowi przedłużenie telefonu. Na ekranie pojawia się tekst Smsów – można przewinąć i cały przeczytać, wszystko sobie sami definiujemy, na ekranie mogą się pojawiać powiadomienia z Facebook’a, Fan Page, Instagramu, maile. 

Jednym słowem jak jesteśmy aktywni w portalach społecznościowych to nasz zegarek może piszczeć i dygotać bez przerwy! Ci co uwielbiają być na bieżąco, ale marzą o spokojnym śnie, mogą ustalić godziny w których zegarek nie będzie się z nami kontaktował.

Nie jest to zegarek tylko społecznościowy ale przed wszystkim sportowy. Choć uważam, że logo Ironmana tutaj trochę jest nie na miejscu, no chyba, że ktoś pływa z komórką i potem ma ją cały czas w kieszeni….

Zegarek korzysta z aplikacji w telefonie, żeby mieć pełne dane treningowe warto połączyć trzy urządzenia: telefon, zegarek i pas do pomiaru pulsu. Wszystko bez kabelków – przez Bluetooth.

Jak na razie pobiegłam Biegnij Warszawo – jest zapisany trening, tylko zapomniałam o pulsie, bo nie miałam podłączonego paska, potem pojechałam trening na trenażerze – tutaj wszystko ślicznie zadziałało, raz „połączony” pas jest zapamiętany przez aplikację, kolejny trening zapisany w bazie.

Po kilku dniach znajomości, wiem, że to zegarek dla osób lubiących gadżety, i mających miejsce w kieszeni na telefon. To zaleta i wada na treningu. Czytanie wiadomości na ekranie telefonu – ciekawe doświadczenie, dla chcących zapomnieć o wirtualnym świecie jest możliwość wyłączenie powiadomień.


Myślę, że po miesiącu będę mogła coś więcej powiedzieć, o tym jak zegarek się spisuje, jak długo działa bateria, ile „zjada” z komórki gdy jest z nią „połączony”. Na razie udało mi się już zarysować (pierwszego dnia) leciutko szkiełko….a ekran zegarka jest dotykowy – przez „pacnienięcie” włącza się podświetlenie…

Kolejna możliwość ustawienia wyświetleń ekranu podstawowego fot. D.Szymborska



4 komentarze:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa