6 października 2015

Warszawska zupa Pho

Jedna z bardziej popularnych, warszawskich zup - PHO fot. D.Szymborska


Wymieniana jako danie warszawskie, serwowana w wielu miejscach, lubiana lub uważana, że świństwo. Traktowana jako najtańsze jedzenie, warszawski, azjatycki fast food. W każdym miejscu smakuje inaczej. Krytykowana przez Wietnamczyków za modny ostatnio dodatek kiełków. Serowowana z wołowiną lub kurczakiem. Tak po której można dostać rozstroju żołądka i taka, która cudownie syci i rozgrzewa. Zupa Pho ma wiele odsłon, tyle ile miejsc w których jest serwowana.

Ja lubię taką, która jest na tyle gorąca gdy trafia do miski, że muszę chwilę poczekać zanim zacznę ją jeść. Lubię ostry zapach przypraw, złagodzony lekko kolendrą i dymką. Największą frajdę sprawia mi  wyławianie wołowiny, makaronu, ziół. Nie szaleję z radości gdy trafię na kawałek imbiru, choć z drugiej strony cieszę się, że do tej zupy trafił.

Jesień to czas zup, potrzeba zjedzenia czegoś cieplejszego wzrasta wraz ze spadkiem temperatury. Coraz chłodniej, to płynnych posiłków w moim menu będzie przybywać.

Opcji - mała porcja w barze wietnamski w mojej dzielnicy - BRAK fot. D.Szymborska


Po czym poznać dobrą zupę Pho? Ja poznaję ją po klarownym rosole, intensywnym zapachu. A smak? Jak nie poparzę sobie języka to powinien być złożony, od egzotycznych goździków, imbiru przez dymkę, kolendrę. Mięso powinno być miękkie, a ilość szarpanych kawałków powinna być na tyle duża, by wystarczyć na to by nabrana pałeczkami porcja makaronu zawierała kawałeczek mięsa. Taka zupa to, dla mnie posiłek, pyszny, rozgrzewający. Gdy jest mocno doprawiona to czuję jak poci mi się twarz, wycieram nos…. Nie lubię jak zaczynają mi łzawić oczy, gdy przestaję czuć smak a tylko zastanawiam się czym ugasić palenie na języku. Nie jem zbyt ostrych dań, wolę delikatne smaki, rozumiem, że przyprawy są potrzebne ale ich nadmiar odejmuje smak, ba czasem go nawet zabija.


Będę wciąż poszukiwać dobrej zupy Pho, ta na zdjęciu była smaczna, prosta, tak sobie wyobrażam domową, wietnamską kuchnię…..

2 komentarze:

  1. Wygląda genialnie, aż chce się ją zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) oj pewno....bo ja zdecydowanie wolę pisać o smacznych rzeczach niż tych co dobre nie są :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa