10 października 2015

Miss Kimchi – nowe miejsce z koreańskim jedzeniem

Pyszne, koreańskie jedzenie fot. D.Szymborska


W luty w czasie targów jedzeniowych Warszawski Smak, byłam zachwycona stoiskiem z jedzeniem koreańskim. Pycha! Teraz ta sama ekipa otworzyła restaurację/bar na Żelaznej, nazywa się Miss Kimchi. Otwarty od kilku dni, większość blogerów kulinarnych już była, zajadła i się zachwyciła….

Poszliśmy i my. Trzy bardzo głodne osoby, każdy wcześniej przepłynęły: 2200, 1800 i 1800 metrów, w tym dużo techniki…. to człowiek zgłodniał bardzo!

Już na początku było trudno, pan obsługujący, upierał się, że zupa i drugie to za dużo. Nie dla mnie! Głodna, znaczy głodna. Uff, udało mi się zamówić. Nie cierpię jak ktoś wie za mnie, na co mam ochotę! Przecież bywam jak A.L.F. co miał osiem żołądków….

Zamówiłam zupę – to chyba oczywiste, chciałam bezglutenową to Laksa spełniała te wymogi. Na drugie kurczak, co miał być ostry i dodatki.

Zasady w Miss Kimchi są takie – obsługa wie, co jest dobre. Informuje, że to za ostre, to nie nałoży za dużo (ugh). Można walczyć i się upierać. Procedura jest taka: ryż jest zawsze do tego: kurczak/łosoś/żeberka i dodatki do wyboru. Dodatki na zimno, reszta na ciepło.


Pyszna zupa - laksa - fot. D.Szymborska


Udało się nam zamówić, 3 osoby – prawie 135PLN, nie mało jak na jedzenie w barze. Choć właśnie bar czy restauracja? Nie jestem do końca pewna, co to. Zamawia się pokazując palcem, co by się chciało zjeść, a potem pani przynosi do stolika, to co wybraliśmy. Niestety przynosi drugie przed zupą i strzela dużego focha, że się nie chce takiej kolejności. Potem przynosi we właściwej, ale pod koniec jedzenia zupy wręcz rzuca drugim daniem na stół. Ot taka złośliwość. I bardzo głośno prowadzona rozmowa, że to przecież jest bar i co można wymagać…. Oj nie wiem po co, przecież zdarzają się niedociągnięcia, można przeprosić, wyjaśnić, uśmiechnąć się…..

Na razie było o obsłudze, która zwyczajnie mi nie odpowiada. A teraz będzie o jedzeniu bo… było pyszne!!!!

Zupa ogromnie mi smakowała, mimo, że nie koreańska – pan za ladą ostrzegał, że to jedyne danie nie z Korei, pycha!!! Świetnie doprawiona, tofu „smakowe” a nie bezbarwne, dymka świeża, aromaty piękne. Świetna micha zupy!!! Do tego bezglutenowa – z makaronem ryżowym, który był super przygotowany.

Drugie, to rzucone na stół, bardzo smaczne. Na tablicy było napisane, że kurczak będzie na ostro, cóż ostro to za dużo powiedziane, lekko pikantnie to i owszem. Ucieszyłam się, bo wszystkie dodatki też bardzo smaczne: wakame – super, omlet z glonami –wybornie, kimchi – smaczne, choć to w Berlinie na targu mi bardziej smakowało (opis TUTAJ), kiełki świetne, była jeszcze marynowana rzodkiew. Nic dodać nic ująć, świetne dodatki, dobry kurczak.


I co? I bardzo mi smakowało! Mam wielką nadzieję, że zmieni się podejście do klienta, bo wtedy będę tam wracać, bo dobra zupa w połączeniu z dobrym drugim daniem okazała się świetnym posiłkiem regeneracyjnym….

2 komentarze:

  1. Szczerze? Nie lubię takiego traktowania klienta, owszem jestem młoda, mam 18 lat, ale to psu się coś rzuca a nie klientce, więc w takiej sytuacji kelnerka dostałaby opieprz. Co nie zmienia faktu, że jestem ciekawa smaku żarcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam, jedzenie było bardzo dobre, obsługa do poprawki, ale chyba łatwiej być bardziej empatycznym niż lepiej gotującym....więc czekam na zmiany :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa