17 kwietnia 2014

Bieganie po tartanie i śniadanie na trawie

Agrykola fot. D.Szymborska
Jakie piękny dzień! Chłodno, słonecznie. Cudowny do biegania. Uśmiech od ucha do ucha. Wystarczy zrobić dobry trening i humor dopisuje. Zganiana jestem okrutnie ale bardzo zadowolona. Dziś czterysetki miałam rozpisane w planie. Taki trening ciężko zrobić „w terenie”. Owszem mam pomierzone różne odległości – pomiędzy latarniami, swoje „kółeczko” na Wyścigach, wiem ile jest „do mostku”, „do pomnika”, ile metrów ma który podbieg na „moją górkę”, jednak 400m najlepiej biega się na stadionie. Dla mnie oznacza to wycieczkę na Agrykolę. Nie przepadam za bieganiem po bieżni bo takie robienie kółek wydaje mi się zwyczajnie nudne. Nigdy nie startowałam w zawodach na 3000, 5000 a tym bardziej 10000m. Jak pomyślę, ile tych kółek trzeba zrobić to już w głowie mi się kręci.

Dziś miałam przykazane, żeby zmieniać kierunek biegu po każdym kółku, to po to żeby równo obciążać biodra. Trener mówi, zawodnik robi.

Było szybko i radośnie. Tak, dziś biegało mi się po prostu dobrze. 6.5 stopnia, słońce. Idealne warunki. Na szczęście kałuże na Agrykoli wyschły. Na bieżni pustki, chwilę krążył znajomy trener z bardzo początkującym zawodnikiem, potem na okrążenie pojawiali się biegacze z Łazienek. Stadion był mój! I tak sobie krążyła w całkiem przyzwoitym tempie, z uśmiechem. Rano przed treningiem zjadłam banana i wypiłam kawę. Pewno, że mogło być bardziej zdrowo i mądrzej, ale to było w lodówce a kawy mój organizm potrzebował żeby się dobudzić, to po pierwsze, po drugie zwyczajnie uwielbiam rano pić kawę. Żeby zwiększyć swoją motywację w bagażniku auta czekały….KANAPKI. Z bajgla z odrobiną masła, wędliną i ogórkiem małosolnym. Po treningu smakowały rewelacyjnie. Po udanym treningu wszystko smakuje rewelacyjnie, ale im coś jest lepsze tym stopień rewelacyjności jest większy.

Zwyczajnie lubię się cieszyć z udanych treningów, takich jak dzisiaj. Ciekawa jestem czy jutro będę miała siłę na basenie bo jak to się mówi, dziś były mocne akcenty!

Pół bajgla i domowy izotonik w bidonie fot. D.Szymborska

Plan zrealizowany, poniżej 4'/km fot. D.Szymborska

4 komentarze:

  1. Zazdroszczę możliwości biegania na tartanie, ja takiej nie mam:(
    P.S. Bardzo mi się podoba nowy szablon bloga.Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co narzekać, stadion dostępny, a że kałuże się zdarzają to bywa….

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Run Trainer 2.0 - recenzja była tutaj: http://oneginetatopa.blogspot.com/2013/06/timex-run-trainer-20-recenzja-i.html

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa