1 kwietnia 2014

Gdy padasz na nos….czyli o zmęczeniu

Zmęczony Elmer fot. D.Szymborska

Jakbym miała taki duży nos jak Elmer to bym się przynajmniej nim mogła podpierać. A tak, można tylko upaść.

Zmęczenie. Coś nieodłącznie towarzyszącego tym co trenują. Już to kiedyś pisałam, gdy przygotowywałam się do swojego pierwszego maratonu myślałam, że więcej nie jestem w stanie trenować. Już teraz wiem, że się myliłam. Przygotowuje się do pierwszego triathlonu i trenuję dużo więcej. W perspektywie jest jeszcze więcej treningów bo ten rok upływa pod znakiem startów na dystansach sprinterskich. Czyli za rok przekonam się, że można jeszcze więcej trenować. Spoko. Potem będzie jeszcze więcej, zrobię Ironmana i….pewno będę mogła jeszcze więcej trenować, żeby poprawić swój czas. Zapowiada się mega zmęczenie. Tyle, że teraz już jest mega.

I tutaj mała, ale bardzo ważna uwaga, ja się nie użalam, ja nie narzekam, ja po prostu opisuję sytuację. Oprócz tego zmęczenia, senności, padania na nos to jest ogromna radość z treningów! Czasem tylko jest tak mało siły, że i radość do zbyt dużych nie należy.

Zmęczenie – moje sposoby

·      Sen. Tak, im więcej śpię tym więcej mam siły. Nawet Miś o Bardzo Małym Rozumku to wiedział. Spać ile się da! Cóż bywa to denerwujące dla innych, gdy przed 23 „gasimy światło”, ale inaczej nie da się pływać o 6…. Podsypianie w środkach komunikacji masowej – oj tak. Drzemki w czasie dnia to sprawdza się w weekend….
·      Jedzenie. Bez węgli, białka i witamin daleko nie pociągniemy a dokładniej nie pobiegniemy, nie pojedziemy i nie popłyniemy. Żadne zapychacze, żadne pomijanie posiłków. Częste małe porcje. Z jedzeniem jest trochę podobnie jak z planem treningowym – jest plan jedzeniowy, trzeba go zrealizować bo inaczej treningi będą do kitu.
·      Nagrody. Nawet gdy jestem najbardziej zmęczona (w danej chwili, bo po tygodniu wiem, że można być bardziej zmęczoną) to oczy się zapalają na: oglądanie rowerów, przymierzanie sportowych ciuchów, kupowanie butów biegowych. Drobiazgi też cieszą a duże (i drogie) rzeczy cieszą bardziej.
·      Wizualizacja. Jak już leżę na tym nosie to sobie myślę jak to cudownie będzie ukończyć zawody z dobrym czasem. Widzę metę, radość.
·      Niespodzianki. Rutyna zabija. Dlatego zmiany dni treningów. Wystarczy zmienić, przestawić treningi. I już jest inaczej, w poniedziałki nie mam podbiegów tylko jeżdżę  rowerem. WOW. Tyle się dzieje. Znów trzeba zerkać do planu treningowego. Kolejna prosta czynność – zmiana miejsca treningu. Znów WOW. Pobiegłam okrążenia nie w prawo tylko w lewo. Były zupełnie nowe widoki. Owszem czułam się nieswojo bo biegałam „pod prąd” ale tyle się działo, trening minął dużo szybciej.
·      Wsparcie. Czasem mam ochotę być bardzo biedną i zmęczoną. Na szczęście rzadko, ale jednak czasem. Maruda na całego, że wszystko boli, że nie idzie, że spać, że coś tam. Jak się wygadam, to potem nie mam już na co narzekać. Można pójść na trening.
·      Grupa. Samemu jest trudniej. Mój mózg w czasie treningu nie zajmuje się pamiętaniem o tym by rotować bark, przetaczać nogę czy zwiększyć kadencję, on zajmuje się „kombinowaniem”. A może by tak popłynąć z „ósemką”, przejść do marszu bo puls za wysoki, zmienić przerzutki by się lżej pedałowało. Do wszystkiego mój mózg ma uzasadnienie, jest bardzo sugestywny. A jak ktoś obok jest to, długości basenowych przybywa, kilometry tylko cykają na liczniku.

Dalej jestem padnięta, ale jakoś lepiej się czuję. Wiem, że zmęczenie minie, wiem, że oznacza, że dobrze trenuję. Jednocześnie słucham swojego organizmu (czasem) i WOLNE też jest wpisane w plan treningowy.

Zmęczony zawodnik nie zrobi dobrego treningu. Przetrenowanie to zło. Trzeba uważać, małymi kroczkami przesuwać granicę zmęczenia.

Na koniec uważam, że trzeba rozróżnić dobre i złe zmęczenie. To pierwsze to takie, które oznacza, że nie obijałam się na treningu, a to drugie które paraliżuje, spowalnia i zmienia wesołą osobę w osowiałą zawodniczkę, jest pierwszą oznaką przetrenowania.


Dlatego jak trochę odpocznę to wsiadam na rower, bo pływane już dziś było….ale to wieczorem przed tym jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa