28 kwietnia 2014

Dokąd zmierzasz agresywny biegaczu?

Ślepa biegowa uliczka? fot. D.Szymborska
Nie lubię anonimowości, dlatego od powstania Oneginetatopa komentować można tylko wtedy jak się ma google id. Niby można sobie jakieś założyć, ale dużo z tym roboty więc większość komentarzy pochodzi z prawdziwych profili. Piszę o tym dlatego, że równolegle do bloga wile wpisów publikuję na Facebooku, czasem linki, czasem fragmenty a innym razem tylko zdjęcia. A tam wolna amerykanka. Przekleństwa, hejterstwo. Słowne przepychanki, ze mną (nie odpowiadam) i z innymi (odpowiadają). Agresja.

Pozostaję idealistką, wciąż uważam bieganie za piękny i elegancki sport. Twierdzę, że w większości ci co biegają są dojrzałymi, świadomymi siebie osobami. Bo kto inny kosztem snu albo tez imprezy (w zależności od tego czy trenuje rano czy wieczorem) wychodziłby do lasu, parku by przez godzinę, półtorej biegać?



Zastanawiam się skąd ta agresja? Niestety nie tylko słowna, w czasie biegów zorganizowanych też się pojawia, wyzwiska, złośliwe komentarze, przepychanki.

W Internecie, moi zdaniem, wynika z tej tak nie lubianej przeze mnie anonimowości a w świecie realnym z niedojrzałości.

Skłaniam się ku temu by twierdzić, że do biegania trzeba dorosnąć. Niektórym zabiera to ponad trzydzieści lat, innym wystarczy osiem.

Tak w poniedziałek i tak refleksyjnie? Może dlatego, że pada, może to wszystko przez to, że dziś dużo pływałam w piance a to inaczej męczy mięśnie.

Jestem zwyczajnie zmęczona tym jak ludzie sobie nawzajem dokuczają. Może wynika to z tego, że teraz jest taki boom na bieganie? Kiedyś (choć do dziś na wsi lubelskiej tak jest) śmiano się z biegaczy, dlatego stanowiliśmy grupę, chcieliśmy trzymać się razem. A teraz? Wielu ludzi zaczęło biegać, bo: tak wypada, w pracy się trzeba pokazać, wszyscy biegają, wreszcie tak jest modnie. Z jednej strony to super – tyle osób zaczęło się ruszać, z drugiej niektórzy biegają i tego nie cierpią albo robią to na siłę. Efekt? Nic im się nie podoba, nie ma radości z przebiegniętych kilometrów, nie ma opowieści o spotkanej sarnie w lesie. Jest za to frustracja, że buty drogie i nie takie, że w parku tłok, że ktoś biegł szybciej/wolniej/nie tą stroną/z uśmieszkiem/skwaszony/gruby/chudy/spocony* Niepotrzebne skreślić.

Agresywny biegaczu zmierzasz w ślepą uliczkę. Na końcu nie będzie ładnego medalu, nie będzie życiówki. Nie znajdziesz tam przyjaciół, nie spotkasz fajnych ludzi bo nawet na nich nie spojrzysz. Z nikim nie porozmawiasz bo nie zdejmiesz słuchawek z ogłuszającą muzyką. Będzie ci dalej źle. Będziesz sam.

A może inaczej? Z uśmiechem, życzliwością? Dziwnie tak wyjść na trening i nie narzekać. Cieszyć się ze wszystkiego. Jest trudno. Mnie samej czasem zdarza się mieć tak strasznie skwaszona minę, na szczęście po 40 minutach ciągłego biegu uśmiech sam się pojawia. Wiem, że zmęczenie robi swoje. Jak mam trudny trening w perspektywie to może nie szaleję z radości, choć z drugiej strony marzę o tym by się już skończył i żebym mogła być z siebie dumna i szczęśliwa. To uczucie najbardziej lubię. Dlatego nie zawsze biorę zegarek, nie zawszę muszę się ścigać, czasem idę pobiegać tak zupełnie dla siebie samej. Może to nie poprawia moich wyników, ale za to cudownie wpływa na mój humor, samopoczucie.


Bieganie daje wolność i szczęście i nie pozwolę innym mi tego zabrać. Dlatego drodzy agresywni biegacze, drodzy hejterzy, wam jest źle a mi jest dobrze. Ja będę się uśmiechać, wy możecie robić co chcecie.

8 komentarzy:

  1. Myślę, że ten tekst wypadałoby (właśnie) opatrzyć jakimś "ładnym" komentarzem, ale napiszę tylko, że uśmiechnęłam się do tego posta, troszkę smutno, ale uśmiechnęłam. Zgadzam się z tym co i jak napisałaś całkowicie, cieszy mnie też jak bardzo wyważony jest ten tekst.
    Dobrego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na komentarze będzie miejsce bo o 12 rusza fajny konkurs:) przecież trzeba iść/biec do przodu a nie cofać się :)

      Usuń
  2. Jest takie fajne powiedzenie "kozak w necie, pi*da w świecie"-nie jest to mój poziom słownictwa, ale świetnie oddaje to zjawisko. Ludzie, którzy w życiu realnym nie wiele sobą reprezentują, nie mają słuchaczy tworzą swoje wirtualne, odważne i pseudointeligentne "ja" (mniejsze zło) lub odgrywają się na tych, którzy odnoszą sukces.

    Oczywiście to ich niezdowolenie z nieszczęśliwego biegania też może być przyczyną. Zamiast cieszyć się relaksującym sportem chcą być specjalistami dziedziny, której nawet nie lubią :/
    trytodesign.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do nich też będziemy się uśmiechać w czasie biegu:) im będzie gorzej a nam lepiej :)

      Usuń
  3. Sezonowi biegacze są jak woda w spłuczce - poszumią i przestaną, a pewnymi zjawiskami nie ma co sobie głowy zaprzątać. Ja mam cichą nadzieję i wiarę w to, że rosnąca ilość biegaczy wykreuje wtórną modę na aktywną turystykę w górach. Byle nie w Zakopanem - jest tyle innych, o wiele piękniejszych, spokojniejszych i urokliwszych miejscowości górskich (zarówno u nas, jak i u naszych sąsiadów Słowaków), które czekają na odkrycie przez biegaczy właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. jakie to prawdziwe :)
    kiedyś jak zaczynałam biegać w mojej maleńkiej mieścinie ludzie patrzyli na mnie jak na ufo. nas, biegaczy, było maleńko, każdy się znał, podnosił rękę, machał do siebie na trasie. podniesienie ręki to był wręcz obowiązek, super sprawa, +10 do bycia fajnym ;)
    a teraz? jak biegam po kabackim (przeprowadziłam się), to może co drugi/trzeci biegacz/biegaczka uśmiechnie się i podniesie rękę. szkoda, bo bieganie to piękny sport, a kiedy widzi się te skwaszone miny na trasie (oczywiście wszyscy z nich ubrani w najnowsze biegowe trendy) to mina mi samej rzednie. dlatego lubię biegać w zimę, kiedy nie ma tłoku, nie ma skwaszonych min, kiedy biegają nie sezonowcy, ale ci,którzy to kochają.
    i bardzo bardzo podoba mi się to, co napisałaś na samym końcu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, widzę, że nie tylko ja lubię biegać zimą m.in. z powodu, o którym napisałaś :).

      Usuń
  5. Nie tak dawno temu miałam podobne przemyślenia dotyczące żeglarstwa. Nagle, na jeziorach pojawili się ludzie nie mający pojęcia o żeglarstwie, ale pouczający innych jak należy to robić. Ubrani w najdroższe kolekcje, wbici w wypasione jachty. Szkoda tylko, że bez wiedzy i umiejętności, nie mówiąc już o żeglarskiej etykiecie. Teraz już nie uświadczysz na Mazurach machnięcia łapką. Z tego właśnie powodu nie dziwi mnie to, co się dzieje w świecie biegowym. To już było ;(. Czy to jednak sprawiło, że przestałam żeglować? Nie, bo podobnie jak bieganie, to daje poczucie wolności. To jest ważne, to powód dla którego to robię. Powoli na szczęście żeglarstwo przestało być trendy, ludzie wolą wielkie houseboaty i rejsy na Chorwacji, albo wakacje w Egipcie i wszyscy ci, którzy chcieli się na żeglarstwie wylansować odpłynęli w innym kierunku. Jestem przekonana, że za parę lat, a może wcześniej, znajdzie się inny sport, który okaże się trendy i wtedy na biegowych ścieżkach zostaną tylko ci, którym to sprawia autentyczną radość. Macham więc do zabzdyczonej laski, napompowanego kolesia czy pana ambitnego i przyglądam się jak wielu z nich zostanie w tym sporcie, a ilu odpuści po kilku treningach i odpłynie wymądrzać się gdzie indziej :)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa