25 lutego 2013

Aioli – frytki w doniczce i sałatka w słoiku

Aioli przy Świętokrzyskiej fot. D.Szymborska

Człowiek to czasem nie wie, że się lansuje. Nie wiem dlaczego zapamiętałam, że na Świętokrzyskiej jest knajpa z kominkiem i jak obok niej przechodziłam to było w niej dużo ludzi. Połowa się zgadzała. Kominka nie zauważyłam. Mowa o Aioli na Świętokrzyskiej 18. 

Dopiero teraz przygotowując relację „doczytałam”, recenzję Nowaka – bardzo przychylną, wypociny zblazowanych klientów na gastronautach – zaciekawił mnie wątek opisywania wyglądu kelnerów zamiast tego co trafiało na deskę czy do kieliszka. Nic to. Mnie się bardzo podobało. Po pierwsze dlatego, że było dużo ludzi. Nie cierpię restauracji, knajpek, które są puste. Z domu wychodzę po to by posiedzieć w towarzystwie innych ludzi, żeby się im przyglądać. I tutaj było prawie tak jak to bywa w mojej ulubionej Hiszpanii. Różnica była taka, że nie mogliśmy się przenieść do następnych pięciu lokali w okolicy bo ich po prostu tam nie było. 

To był bardzo miły wieczór. Zamówiliśmy deskę przekąsek Aioli i kanapkę la espanola z sałatą i frytkami (w zestawie). Jak na trzy osoby to jedzenia było trochę za dużo. Frytki były domowe a nie mrożone – podane w doniczce, co w niczym nie psuło ich smaku. Sałata – świeże liście i trochę kaszy podana była w słoiku. Natomiast bagietka do przekąsek nabita była na patyk. Wszystko na deskach. Najważniejsze było, to, że chorizo była dobra, jomon smaczny, sery dobre. Proste jedzenie. Przypominało to, które jedliśmy w schronisku w Kraju Basków. Takiego jedzenie nie można zepsuć, trzeba jednak spełnić jeden warunek – musi być dobrej jakości. Do tego tłumy, dużo osób czekało na stolik. 

Przy wejściu poprosiłam o miejsca przy barze – to najbardziej lubię! Widok na wile osób, a było na co popatrzeć. Lans w tym wypadku oznaczał różne dziwne ubrania, komórki na stole – standard. Nie przeszkadzało to zbytnio bo w Aioli było tyle ludzi, że ci lansujący ginęli w tłumie. To musi być straszne uczucie – iść się lansować i nie być zauważonym. 

Myślę, że będziemy tam wpadać, jeżeli oczywiście dalej będą tam takie tłumy bo do pustek Aioli bym nie weszła, patrzenie na beton i trochę krzeseł bez tłumu ludzi po prostu nie ma sensu.

Kanapka fot. D.Szymborska

Sałatka w słoiku fot. D.Szymborska

Przekąski i nabita bagietka fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa