2 lutego 2013

Bieganie po górach – Pieniny dzień 1

Wąwóz Homole - samogrzmotka

Siedemnasta a ja zdążyłam dojechać do Szczawnicy, nabiegać, zjeść obiad i popływać. Teraz padam ale jestem zadowolona. 
W górach jest cudownie! Niestety biegałam po południu więc słońca nie było. Rok temu też biegałam po Pieninach, było inaczej.
Dziś wybiegłam na rozruch poprzyjazdowy, zanim się oglądnęłam byłam już w Wąwozie Homole. Nic się nie zmieniło.  Cieszę się na kolejne 6 dni. Wpisy pewno nie będą monotonne bo zamierzam biegać i pływać. I tak codziennie.
Posiłki o stałych porach. Nuda. Jednak tak tylko się da trenować. Tydzień można, tak przeżyć. Zresztą pewno, jak rok temu na nic więcej nie będę miała siły.
Podsumowując obiad był dobry, ale po bieganiu i pływaniu już czekam na kolacje!!! Smacznego biegowego! I zaraz siadam z mapą i planuję trasę na jutro!
Wąwóz Homole fot. D.Szymborska
A na obiad pomidorówka z ryżem a na drugie mięso, kluseczki i kapusta czerwona.
Pomidorówka fot. D.Szymborska
Drugie danie fot. D.Szymborska

10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Pieniny, zwłaszcza latem. Mam do nich sentyment, bo tam zaczęła się moja przygoda z górami. Jednak Szczawnicy nie lubię, jest dla mnie zbyt "kurortowa", wolę Niedzicę albo Sromowce Niżne, skąd blisko na Trzy Korony i na Słowację.

    Co do posiłków - fajne klasyki stołówkowe Wiem, że takie jedzenie nie jest specjalnie wyszukane, ale niezmiennie uwielbiam takie. Czego moja Rodzicielka do tej pory nie może zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jeszcze nie poznałam dobrze uzdrowiska....i myślę sobie, że pobiegnę i wody się napiję:)
      Z klasyką na talerzu to zobaczymy jak będzie dalej.... byle było smacznie:))

      Usuń
    2. Przepalisz wszystko i brzuch nie zdąży Cię zaboleć od ziemniaków gotowanych na sodzie ;).

      Usuń
    3. aaaa jak się gotuje ziemniaki za sodzie...nie można tak w osolonej wodzie???

      Usuń
    4. Ziemniaków nie jadam, bo ich nie lubię, wiec nie gotuję, ale wiem jak się w takim zbiorowym żywieniu je przygotowuje - dodaje się sody żeby szybciej się ugotowały i równomiernie. U mnie po czymś takim ból brzucha murowany. Dlatego w takich jadłodajniach nie biorę ziemniaków. Wolę samo mięso + surówka, czasem zaryzykuję ryż albo makaron. Tak jest bezpieczniej.

      Usuń
  2. Zazdroszczę pobytu w Pieninach. Uwielbiam te góry i oczywiście Szczawnicę. Całe moje dzieciństwo kojarzy mi się właśnie z tą miejscowością. Każdego roku jeździłam tam z mamą przynajmniej na dwa tygodnie. Teraz jak patrze na Twoje zdjęcia z wąwozu, to aż się łezka w oku kręci. Czas wrócić w tamte strony. Gorąco pozdrawiam i miłego pobytu życzę oraz oczywiście wspaniałych treningów :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też jestem ciekawa jak mi się tu będzie biegało..mekka biegaczy jest w Karkonoszach więc mam szansę tutaj być "atrakcją":)

      Usuń
    2. Może nawrócisz tutejszych kuracjuszy na bardziej aktywne życie :)

      Usuń
  3. Uwielbiam Pieniny - pozdrów je ode mnie! Jeśli mieszkasz w Szczawnicy, polecam bieg na Bereśnik - niezły wycisk, zwłaszcza, jeśli leży na nim śnieg :) Biegaczy w Pieninach na pewno nie widziałam tylu, co w Szklarskiej Porębie, ale na samotność długodystansowca nie można narzekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zwykłą, papierową mapę to zaraz sprawdzę:) fajnie tu się biega ale to już drugi dzień a biegacza/biegaczki nie spotkałam....

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa