7 lutego 2013

Kulig z pochodniami

Kulig z pochodniami, Dolina Białej Wody fot. D.Szymborska


Wiem, wiem turystycznie prawda? I co z tego?! Lubię kuligi, a takie z pochodniami to już bardzo! Za to, że przypominają  mi wiele romantycznych filmów gdzie on i ona tulą się do siebie w saniach. Po drugie jak już nabiegam swoje to ciężko mi się zmobilizować by znów wyjść na zimno. Dzisiejszy kulig był super! Wyjechaliśmy a dokładniej zostaliśmy przez konie pociągnięci w saniach jak było jeszcze jasno, oglądałam sobie dolinę, którą zdarzało mi się biegać, potem powoli robiło się coraz ciemniej, wracaliśmy z pochodniami. Konie parskały na śniegu, oczy zaklejały mokre płatki. J. wołał do woźnicy żeby szybciej. Malutkim minusem jest moja alergia na futro i wełnę. Bo sanie wyłożone owczymi skórami. Spodnie już uprałam a kurtkę wietrzę. Wczesny wieczór był super! A jeszcze dźwięk dzwonków w lesie, parskanie koni i śmiechy z innych sań. Taką kuracjuszką to mogę być. Najlepiej to byłoby saniami zajechać do Cafe Helenka… oj rozmarzyłam się….

W saniach przy stajni fot. D.Szymborska

1 komentarz:

  1. Dwa razy byłam na takim kuligu - najbardziej zdradliwe jest ognisko podczas takiego kuligu, bo potem mój chłop ma efekt nieśmiertelności ;].

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa