6 lutego 2013

Śnieg, śnieg i góry (bieganie w Pieninach dzień 5)

Pieniny, biegam ubrana w: spodnie asics, kurtka TNF, czapka TNF, rękawiczki Nike,
 zegarek Timex  Ironman z GPSem, buty Sauconyfot. turysta


Przez noc padało, jak biegałam też. Dziś było wesoło, spotkałam na szlaku rodzinkę turystów – pani z aparatem, pan z lornetką i wielkim plecakiem, znudzone dziecko z nimi. Widać, że rodzice kiedyś chodzili po górach bo sprzęt sprzed kilkunastu lat, ochraniacze, plecaki. Dziecko też profesjonalnie ubrane. Konspiracyjnym szeptem zapytało się czy  ta pani biega bo chce zostać panem komandosem. Nie doczekało się odpowiedzi od rodziców. 

Poprosiłam o zrobienie zdjęcia, bo tak to nigdy nie mam całej sylwetki tylko różne opcje samogrzmotek. I tadam mam zdjęcie jak biegam w Pieninach!

Dziś refleksyjny trening. To pewnie dlatego, że robiłam podbiegi a wtedy albo schodzę albo truchtam spokojnie w dół. Było przejmująco cicho. Tak jak to tylko w górach potrafi być. Usłyszałam, że nadlatuje ptak, nie dlatego, że ćwierkał tylko tak głośno machał skrzydłami. I pomyśleć, że dawno temu każdy trening był ze słuchawkami na uszach?! Teraz, to nawet na nie wzięłam ze sobą słuchawek! Po co? Potem było już głośniej bo strumyk płynął. 

To już piąty biegowy trening, dziś było zdecydowanie najpiękniej, mimo, że mgliście i słońca znów nie było. A jeżeli chodzi o crossfit w postaci odśnieżania – był jak najbardziej. Kiedyś jeździłam małym autem  - było mało odśnieżania, teraz nie sięgam (nie kładąc się na aucie) by odśnieżyć przednią szybę! Więc mogę się nagimnastykować zanim auto będzie bez śniegu. 

Pranie ręczne – jak ja tego nie cierpię!!! Wykręcanie też! W sobotę wieczorem i tak wszystko wrzucę do pralki, poczekam godzinkę i rozwieszę! Jakie przyziemne marzenia! 

A dziś jeszcze machnęłam 56 pompek. Pisałam o aplikacji z pompkami. Podoba mi się! Według pompkowego licznika mam już 332 zrobione z 2664 zaplanowanych. Trochę zmieniłam częstotliwość ćwiczeń i robię je codziennie, dzięki temu tak szybko przybywa pushups’ow na liczniku!

Zasypane Pieniny fot. D.Szymborska

Pieniny fot. D.Szymborska

2 komentarze:

  1. Będziesz panem komandosem i wyrośnie Ci wąs pod nosem! :D

    W górach najbardziej lubię słuchać strumyków i patrzeć jak woda po kamieniach przemyka, a czasem pod kamieniami, tak głęboko, że jej nie widać, tylko słychać. Działa niczym hipnoza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję nigdy nie przypominać pana komandosa:)) a co do strumyków to aż tyle czasu nie miałam na wolnych zbiegach.... ale i tak było cudownie:))

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa