5 września 2013

Bieg/marsz solidarności w Kabackim - relacja

Nie mam lepszych zdjęć bo biegłam a to jeszcze przed startem fot. D.Szymborska


Tyle emocji we mnie. Siedzę z wypiekami, już dwa razy wszystko powiedziałam, najpierw T. przez telefon a potem T. w domu.  Straszna, tragiczna okazja do cudownego pełnego mocy biegu.

Dwie Sylwie to organizowały od strony merytorycznej, ja dołączyłam od strony biegowej. Las znam to przygotowałam trasę a dziś poprowadziłam część biegową. Dziewczyny odwaliły kawał dobrej ideologicznej roboty, znów trzeba było przekonywać, że to nie wina biegaczki, że została zgwałcona. Niektórzy (burmistrz dzielnicy) zastanawiali się na Twitterze „jak ona po ciemku biegła”. Ano biegła, tak jak kilkaset osób dziś.

Na pół godziny przed biegiem/marszem było nas kilka i mniej więcej taka sama liczba dziennikarzy. Pytali ile osób przyjdzie. Mówiłyśmy, że dużo. Nie pomyliłyśmy się. I jak usłyszałam w tłumie nie były to „tylko środowiska feministyczne”. To byli zwykli (choć dziś specjalni bo im się chciało) ludzie. Były mamy z dziećmi, były osoby starsze, było dużo biegaczy i byli tacy, którzy paląc papierosa deklarowali, że też przejdą.

Czwartek wieczorem, wernisaż w Zachęcie, milion innych wydarzeń o których nie wiem (na ten wernisaż to akurat miałam ochotę pójść) i tyle ludzi przyszło, przyjechało metrem, rowerem, autem. Po co? Po to by pokazać, że bieganie ma sens. Że dla nas biegaczy, biegaczek (i nie tylko) ważne jest to by móc trenować i czuć się bezpiecznie.

Czy to coś zmieni? Chciałabym żeby tak. Z pewnością dzięki dwóm Sylwiom wywiązała się dyskusja, debata publiczna jak to niektórzy lubią nazywać o tym gdzie/jak/czy kobiety mogą bezpiecznie uprawiać sport. Pojawiło się tyle obrzydliwych komentarzy w sieci, głupich słów o których nie zamierzam pisać ani się do nich odnosić bo znaczyłoby to, że wdaję się w dyskusję z tymi, z którymi nie chcę mieć w ogóle do czynienia.

A teraz o samym biegu/marszu. Tłum gęstniał. Sylwia zapowiedziała, że ruszymy za pięć minut. Była 20. O 20.05 weszłyśmy razem na murek i zapowiedziałyśmy – za mną część biegowa za Sylwią część marszowa.

Ruszyłam do przodu. Stanęłam klasnęłam i pobiegliśmy. Najpierw było jasno i fajnie. Musiałam „upominać” tych, którzy chcieli biec szybciej. To nie były wyścigi. Biegli różni ludzie, część biegaczy, część spacerowiczy, część takich co akurat byli w Tesco ale usłyszeli co się dzieje i zdecydowali się przyłączyć. Robiło się coraz ciemniej. Wbiegliśmy do lasu. Mieliśmy czołówki. Las nocą jest groźny, jest inny, jest trudny. Wołaliśmy: błoto na środku, po lewej kałuża. Biegły z nami dzieci, psy. Rozmowy z tych biegowych, że do maratonu już blisko, że takie plany na życiówkę. Przeplatane dość ciekawymi informacjami co można by zrobić gwałcicielowi. Strasznie i wesoło zarazem. Okazja przerażająca ale za to jaka atmosfera. Dla mnie przejmujące było to, że biegłam w pierwszym rzędzie, prowadziłam bieg. Wybiegliśmy z lasu, wzdłuż pola. Dobiegliśmy pod wejście do lasu, tam właśnie doszli piechurzy. Podziękowałam. Powiedziałam, że życzę sobie takiego spotkania, biegu tylko bez tak okrutnej i strasznej okazji. Były oklaski. Zgodnie z tym co zaplanowały Sylwie, nie było przemówień, nie było wiecu to był bieg/marsz solidarności ze zgwałconą kobietą. Tylko i aż tyle.

Media piszą, że było dwieście osób moim zdaniem było nas z pięćset. Starsza pani, która szła z tyłu powiedziała, że widok lampek (czołówek) w lesie był naprawdę wzruszający. Dla mnie wzruszające było to, że tylu osobom się chciało przyjść. Pan biegnący obok mnie (oczywiście po biegowemu byliśmy na ty) przyjechał z Józefowa, biega od 50 lat, i chce dalej i zależy mu na tym, żeby było bezpieczne. Ktoś inny dopytywał się jak do centrum dojechać bo przyjechał specjalnie na ten bieg, byli też tacy których znam z widzenia. Biegacze.


Dziękuję wszystkim. Straszna okazja do cudownego biegu/marszu. Było nas naprawdę dużo! I las był nasz!

1 komentarz:

  1. Niestety nie dotarłam, bo zatrzymały mnie naprawdę ważne sprawy zawodowe. Jednak myślami byłam z Wami, straszny powód do jednoczenia biegaczy, ale ciesze się, że ludziom się chce!

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa