23 września 2013

Ultramaratończyk - recenzja ksiązki Deana Karnezesa

Ultramaratończyk fot. D.Szymborska

Ponad rok temu na kindlu przeczytałam Ultramaratończyka. Napisałam o książce tak:

Ultramarathon Man. Confesssions of an All-Night Runner (Deana Karnazesa) to dobra książka. Jednak ma kilka wad. Po pierwsze – początek jest taki, że zachłystujemy się dystansem, determinacją i pasją. Potem przychodzi czas na refleksję. Super, że Dean tyle biega, może za kilka lat fajnie by było spróbować przebiec jakiś dystans klasyfikowany do kategorii ultra. Kolejne strony nie przynoszą nic nowego, charyzmatyczny Dean pisze o swoich sukcesach, stają się one coraz mniej realne,  oderwane od rzeczywistości. Niby pisze o tym jak było gorąco na trasie, albo jak zimno w biegu na Biegun Południowy, jednak czegoś w tej opowieści brakuje. Tak jak na początku porywają anegdoty, już chyba wszystkim opowiedziałam o tym zamawianiu pizzy na skrzyżowanie autostrady, to wraz z kolejnymi stronami Dean staje się superbohaterem. Takim nierealnym, kreskówkowym, którego licznik pokazuje kolejne kilometry. (Więcej TUTAJ)

A teraz zamknęłam książkę Ultramaratończyk. Czytało mi się ją trochę inaczej niż rok temu. Po pierwsze więcej przebiegłam. Po drugie wydanie książkowe jak dla mnie ma dużą przewagę nad tym elektronicznym. Jestem oldschoolowa i lubię papier, zapach druku i przewracanie stron.

Dalej raziła mnie cukierkowo gorzka opowieść o siostrze (tragicznie zmarłej), samo bieganie wydawało mi się bardziej ciekawe. Wreszcie jestem pełna uznania dla polskiego tłumaczenia. Dobra robota!
Książkę warto przeczytać, trzeba tylko brać poprawkę, że nie każdy tak jak Dean ma tyle siły i takie predyspozycje. 

Polskie wydanie na okładce zawiera rekomendację Mateusza Jasińskiego, Mateusz jutro leci do Chile po to by wystartować w biegu ultra. Ciekawa jestem jego historii, wcześniejszy ultra start to nie była taka bułka z masłem orzechowym jak u Deana. Dean jest jak robot, zaprogramowany na zwycięstwo a jego nogi jak maszyny do przemierzania kilometrów. Każdy jest i każdy i dla każdego bieg ultra ma inną długość. Czasem jest to 5 kilometrów a czasem ponad 300. Każdy krok i kilometr się liczy!


Dean Karnazes, Ultramaratończyk. Poza Granicami Wytrzymałości, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2013

1 komentarz:

  1. Bardzo podoba mi się ostatnie zdanie Twojej recenzji - chodzi o przełamywanie barier tych najgorszych i najtrudniejszych, bo w głowie.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa