15 września 2013

ColorFun5KM Warszawa – relacja

ColorFun Warszawa fot. D.Szymborska

Schodzi. Do dobra wiadomość. Barwnik się zmywają, trochę zostaje pod paznokciami. Zacznę od tego, że dobrze się bawiłam. A teraz po kolei. Opóźniony o 20 minut start – tego wybitnie nie cierpię. 3 strefy proszkowania – super zabawa. Świetna atmosfera i co ważne nie padało. Jak wracałam do domu to zaczęło. 

Na ręce mam taką opaskę jak z koncertu albo triathlonu… mam też zdjęcie mostu z którego bardzo się cieszę. Uwielbiam gdy trasa biegu jest wytyczona przez most. Zawsze biegnę i nie robię zdjęć a dziś z racji braku chipów, pomiaru czasu to sobie stanęłam na środku i fotkę cyknęłam.

Most fot. D.Szymborska
Mam też smutne wnioski po biegu, o przepraszam według organizatorów to był prze_bieg. Faceci klnący na swoje dziewczyny żeby biegły szybciej, rodzice wydzierający się na dzieci dlaczego tak się wloką. To zdecydowanie nie było fajne. Przecież chodziło o dobrą zabawę a nie czas pokonania trasy! Limit był taki, że spokojnym krokiem dało się ją przespacerować. Ostatnio w sieci sporo jest tekstów o tym jak bieganie szkodzi. Oj szkodzi na zdrowie psychiczne jak ma się takich popędzaczy, szkodzi też na zwykłe zdrowie bo jak maluch, który nie wyglądał na regulaminowe 7+ ma szybko biec.

Wracając do kolorów – fajne! Myślę, że wystarczyłoby 2K, no może 3 żeby się nakolorować i iść do domu, a tutaj dla niektórych dystans stanowił wyzwanie. 

Dla mnie jeszcze fajna impreza bo spotkałam koleżanki, pogadałyśmy – one biegły z synami z racji, że to usportowione rodziny to z pewnością dla nich była zabawa, wreszcie miałam też trochę czasu by w czasie biegu porozmawiać z dawno nie widzianą E. która przygotowuje się do półmaratonu w zimie…. Coraz więcej znajomych biega…to jest fajne!

Przed startem fot. D.Szymborska

ColorFun uważam, za FUN! Za rok…sama nie wiem czy będę biegła bo już się proszkami nacieszyłam….ale może większą grupą się wybierzemy to będzie jeszcze zabawniej…

Na mecie fot. nieznajomy

6 komentarzy:

  1. Jakoś tak... mało kolorowo. W głowie miałam spektakularne kameleony a na zdjęciach tak blado.
    Może skuszę się za rok, jak dopisze termin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. blado nie było:) kolorowo owszem, ale też myślałam, że będzie BARDZIEJ:0

      Usuń
  2. O, super!
    Cieszę się, że wyszło :)
    Ja przyszłoroczny Dortmund albo Kolonię obiecałam siostrze, więc się już nie wywinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak wyszło:) choć tak jak pisałam w relacji zachowania niektórych biegnących nie były zbyt fajne...bo biegaczami ich nie nazwę!!!
      A za Odrą to pewnie biegi większe.....ten to nie wiem na ile osób był bo organizator nie podawał....myślę, że około 2-3 tys max:)

      Usuń
  3. A mi się nie podobało głównie dlatego, że te kolory były na MAKSA słabe. Zobacz jaka byłam kolorowa po podobnej imprezie w Wawie tyle, że bez biegu - http://najgrubszawzyciu.blogspot.com/2013/07/kolorowy-festiwal.html

    JEST RÓŹNICA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolory słabe...ale i tak było sympatycznie...inna sprawa, że jak wspominam tą imprezę to myślę, że się już bieganiem w chmurach proszku nacieszyłam....

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa