22 stycznia 2014

Bikefitting czyli dopasowywanie roweru do zawodnika

 
Maszyna do dopasowywania, w tle miarka fot. D.Szymborska

Albo zawodniczki. Nic to, że amatorki. Teraz wszystko jest fittingiem, wcześniej brafitting a teraz rowerowodopasowywanie. Czasem angielskie słowa są krótsze. Pewno ile sklepów tyle dopasowywaczo-sposobo-patento-ideologii.

Będzie o salonie GINATa na Fabrycznej w Warszawie. Na początek praktyczne rady: na dopasowywanie należy przyjść w tak zwanym stroju sportowym. Dziewczyny to ważna i sprawdzona informacja – w opadających jeansach (biodrówkach, co to trochę spadają) miałam prawie o 4 cm krótsze nogi! Zatem dresy albo leginsy. Nie jest tak źle nie pytają o to ile się waży!!!

A dostosowywanie roweru do mnie wyglądało tak, po pierwsze obok stał MÓJ rower, a ja nie mogłam się doczekać kiedy będzie nie tylko mój ale też pasujący do mnie. Jednak po kolei.

Zaczynamy: zmierzenie wzrostu – tak jak w szkole u higienistki. Potem coś, co przynajmniej u mojej higienistki mierzone nie było – długość nogi po wewnętrznej. Staję w lekkim rozkroku i zaczynam z ziemi podnosić drążek, tak wysoko do krocza aż zapiszczy. (dlatego te wygodne dresy a nie spadające jeansy). Potem gibkość. Tak, tak. Wychodzi czy się ładnie rozciągam czy nie. Do rozciągniętych niestety się nie zaliczam, mimo, że mocno nad tym pracuję a moja pani trener na basenie zauważa postępy, no mini postępy bo ona jest bardzo motywująca.

Teraz mądry komputer nakłada moje dane na mój rower. I zaczyna się mierzenie. To znaczy siadam na specjalnym rowerze w którym przestawia się wszystko, a poziomica jest co 5 centymetrów. Mam ustawić „normalnie” nogę na pedale i jechać patrząc na wprost. Patrzę, patrzę bo tam stoi mój rower! Zaczyna się mierzenie, przestawianie. Przy kupowaniu biustonoszy nie ma tyle fittingu. Pod biustem, w biuście i voila – stanik dopasowany. Kąt nogi – czyli łydki do uda – specjalny przyrząd, poziomica w siodełku, kiedy kolanem dotknę łokcia. Jak wygodniej, a różnica to 2mm ustawienia odległości siodełka od kierownicy. Tutaj niuanse takie jak u okulisty gdy zmienia cylindry czy coś tam o „prawie nic”. I tak sobie kręcę pedałami. Uff, zmierzone. 

Teraz ustawienia z tego specjalnego pomiarowego roweru trzeba przenieść na mój rower. Ale o moim rowerze to będzie oddzielny post bo przecież nie może być na drugim planie, pod koniec postu. Na razie zajmuje należne miejsce przy komodzie. Jak tylko się budzę to go widzę. No nie tak od razu bo najpierw muszę okulary ubrać, ale wiem gdzie stoi i czuję jego obecność.

Ustawianie, poziomowanie itp. fot. D.Szymborska

2 komentarze:

  1. Gratulacje. Ciekawa jestem jakie są pros i cons takiego spersonalizowanego Gianta, kosztu przyznam też jestem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak byłam mała to też lubiłam spać z nowymi rzeczami, a przynajmniej mieć je zaraz przy łóżku :D. Właściwie to do tej pory mi to zostało ;P.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa