15 stycznia 2014

Jak wybrać i kupić rower do triathlonu?

Rowerowe poszukiwania trwają fot. D.Szymborska
Jeszcze nie wiem. Zaczęło się od wizyty w sklepie, który podobno jest dla triathlonistów. Rzeczywiście na trenażerach śmigało 5 osób. Po chwili podszedł do mnie sprzedawca. Powiedziałam, że szukam roweru do sprintu, jaki mam budżet i…. i wysłuchałam opowieści. O życiu ramy, z anegdotami, komu jak rozkleił się kompozyt. Drążyłam temat – to który rower dla mnie. Pan pokazał ramę na ścianie. Taki! Super, wyobraźnie mam dużą ale wolałabym na czymś usiąść, przejechać się. Nic z tego, w tym sklepie można kupić obrazek z katalogu.

Katalog, katalogiem – odrabiam zadanie domowe. Czytam pisemka TRI, śledzę fora Internetowe.

Dwa pisemka (brytyjskie) o triathlonie rekomendują jeden rower. Patrzę na obrazek i się zakochuję. Tak, tak kompozyt też może być piękny. 

Idę do sklepu, mówię co pokochałam i….trafiam na kompetentnego sprzedawcę. Tak, oczywiście taki rower można sprowadzić. Ale…i tutaj się zaczyna. „Na stanie” jest model z ramą aluminiową ale o bardzo podobnej geometrii. Jeżdżę po sklepie. Suuuuper! Drażę temat roweru dla debiutantki. Sprzedawca mówi, że on by polecił jednak coś innego. Jednak zanim poleci to mierzy mój wzrost, i coś co może być dość peszące a mianowicie odległość od ziemi do krocza. Czyli jest taka wajcha, którą wsadza się poziomo między nogi i pcha do czasu gdy nie zapiszczy. To znaczy ona piszczy nie ja – wtedy wiadomo jaka rzeczywiście jest odległość od ziemi do krocza. Jestem wymiarowa – rama S jest dla mnie! Pan montuje rower, który chce mi polecić. Najpierw rundka po sklepie, potem przed. I co ja mówiłam, że na wcześniejszym było super? Myliłam się, teraz jest WOW SUPER.

Wracam do domu doczytywać jeszcze, katalogi coraz bardziej wymiętolone, fora przejrzane. Duży wydatek więc trzeba się jeszcze upewnić, czy wybór właściwy.

Jak na razie (jeszcze nie będąc właścicielką szosówki) wiem, że:

  • Nie kupię roweru dopóki go nie zobaczę i na nim nie pojeżdżę, czyli odpada sklep internetowy, w którym wszystko jest ale tylko jak się kupi i sprowadzi..
  • Fachowiec w sklepie to podstawa! Fachowiec nie fanatyk. To duża i ważna różnica.
  • Pytać, pytać i jeszcze raz pytać…. Bo jedno wyczytamy a drugie wyjeździmy w rzeczywistości.



A jak kupię to się będę chwalić i rozpisywać, bo powoli dane techniczne przestają być dla mnie tajemniczymi oznaczeniami. Nie żebym każdy skrót umiała rozwinąć ale już rozumiem o co pytam!

5 komentarzy:

  1. chyba jestem zaspana, bo widzę w tym katalogu cenę, za którą można kupić używane auto? o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są też takie w cenach nowych aut!!!

      Usuń
    2. O kurde... a czy faktycznie jest tak duża różnica w komforcie jazdy?

      Usuń
    3. żeby to tylko o komfort jazdy chodziło...a tu: pracujące mięśnie - żeby nie męczyć tych co będą biegać, lekkość roweru - żeby szybciej jechać...i coś najbardziej subiektywnego - śliczność....

      Usuń
  2. Nie wstyd nie wiedzieć, wstyd się nie zapytać - jak mawia moja Mama. Jednak druga strona medalu jest taka, że czasem zwyczajnie nie mamy pojęcia, że o to trzeba się było spytać. Dlatego znów robisz kawał dobrej roboty uświadamiając, że trzeba najpierw samemu zagłębić się w temat zanim jeszcze pójdzie się zasięgnąć języka u sprzedawców. Powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa