11 lipca 2014

Damm Lemon i jazda po domu czyli o trenażerze

Super "konstrukcja" trenażera i Damm Lemon po jeździe fot. D.Szymborska
Zacznę od tego co najprzyjemniejsze Damm Lemon to 6 części piwa i 4 części cytryny. Swoją drogą ja taki ułamek to bym skróciła…. To nagroda za jazdę po dużym pokoju. Trenażer przydaje się też latem, gdy jest burza albo bardzo wieje, można sobie spokojnie oglądać jakąś debilną komedię ewentualnie niewymagający myślenia serial i pedałować.

Od lutego w domu stoi ten niebieski sprzęt. Tacx, tak się nazywa. Na zdjęciu widać super konstrukcję wyciszającą. Ale po kolei. Model trenażera, który stoi u nas w pokoju to Tacx Blue Matic. Nie kierowałam się kolorem, bo ten niebieski gryzie się z kolorami roweru, zależało mi na czymś prostym, nie zajmującym zbyt dużo miejsca i cichym. W pisemkach triathlonowych doczytałam, że ważne jest by trenażer miał manetkę, którą można regulować opór. To była bardzo ważna rada. Dzięki temu można spokojnie robić trening, zmieniać obciążenie bez zsiadania z roweru.

Dane techniczne tego Tacxa przedstawiają się następująco: do kół o średnicy od 26 do 29 cali, 6 magnesów, 10 stopniowa manetka, układ oporowy magnetyczny, i na co patrzą zawodowcy - maksymalny opór 700 Watt.

A wyciszanie – konstrukcja ręczniki/klapki zamiast zwyczajnej maty dlatego, że lubię sąsiadkę z dołu. Jeżeli u mnie w pokoju oprócz umiarkowanego hałasu – zagłuszam szum ścieżką dźwiękową z serialu, czuje się duże drgania, a to jest dużo bardziej męczące. „Konstrukcja” trochę je pochłania i rzeczy na komodzie się nie przemieszczają.

Rower ustawiam tak by móc oglądać filmy lub seriale, pisałam, że muszą być niewymagające myślenia, a to dlatego, że jak mam robić trening – minutki czy pedałowanie jedną nogą to jakoś serialowy wątek mi się gubi… Dlatego nadrabiam zaległości w głupich serialach, które wszyscy już wcześniej oglądnęli….

Myślałam, że trenażer to rozwiązanie tylko na zimę, jednak nie, sprawdza się i latem, można go też wywlec na balkon – taki mam plan tylko stamtąd nie widzę telewizora…. Oczywiście to coś zupełnie innego niż prawdziwa jazda, z drugiej strony mogę na nim wykonać ćwiczenia, których bym nie zrobiła na drodze…..


Ten jest pożyczony, nie wiem jeszcze jaki kupię, myślę, że podobny, bo takie obciążenie dla mnie to coś zupełnie wystarczającego, na pewno chcę żeby miał manetkę, a specjalnych wodotrysków nie potrzebuję, choć taki, który pokazuje trasę i można się ścigać wygląda szałowo….cóż trenowanie triathlonu to takie kosztowne hobby….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa