13 lipca 2014

VOLVO Triathlon Series – Nieporęt 2014 - relacja

Taaakie muszelki, kwiatek na pupie, zakaz kąpieli wreszcie finisz z wody fot. D.Szymborska i T.
Ha! W końcu, jak to się mówi akwen wodny mi znany! Wiedziała, że woda będzie brązowa, ale nie za zimna. Trochę zaskoczyła mnie ilość ślimaków bo przy plaży gdzie normalnie pływam tylu ich nie ma. Zdziwiłam się też tym jak długo biegło się…w wodzie.

Dziś 1/3 z 1/8 IM – to znaczy przepłynęłam 500m i oddałam chip. Nie nic mi się nie stało. To był start kontrolny żeby zobaczyć jakie postępy robię w wodzie. Wszystko ugadane z trenerem. Duma z samej siebie! Nikt z łódeczki nie pytał się mnie czy chcę kończyć, za mną było z 40 osób. Szczęśliwa wybiegłam z wody…i na tym skończyłam zawody. Mogłam pokibicować i poprzyglądać się. Ostatni raz triathlonistom kibicowałam w Gdyni,to było rok temu….to wtedy tak naprawdę po rozmowie z Zemtzewem, który wygrał ½ IM wiedziałam, że też zostanę triathlonistką…

A teraz o samej imprezie. To była druga odsłona Volvo Triathlon Series. Dostałam skarpetki w pakiecie startowym bo kubek już miałam. Bardzo miła obsługa w biurze zawodów, całkiem spore expo. Kupiłam sobie okularki. Oczywiście dziś ich nie testowałam ale mam już dość rażącego słońca i kupiłam takie do wody otwartej a nie na basen. Punktualny start z brzegu. Długi bieg by zacząć płynąć. Potem przeskakiwanie pomiędzy ślimakami i na ląd. Trochę się naszukałam ale znalazłam pana z obsługi, któremu mogłam oddać chip. Przebrałam się i poszliśmy na kawę. Akcja zakończona porażką, nie byłam w stanie wystać w kolejce po kawę bo obok stał głośnik i nie słyszałam swoich myśli. Drugie podejście – restauracja w biurze zawodów – czynna od 11. Tego nie jestem w stanie zrozumieć, setki potencjalnych klientów – startujących, rodzin, kibiców ale widać nie każdy chce robić biznes…

Potem kibicowaliśmy, najpierw rowerzystom potem tym co biegli. Uff dobrze, że tam nie startowałam bo było naprawdę niebezpiecznie. Trasa rowerowa niezabezpieczona, ba gorzej, ona była szlakiem komunikacyjnym dla przychodzących zawodników na dłuższy dystans, dla kibiców. Szczytem złej organizacji i nieprzygotowania był pilot na motorze, który jechał za wolno, pierwszy zawodnik wołał mu, żeby przyśpieszył. Widziałam jak motocyklista spowolnił o te cenne sekundy pierwszego rowerzystę! Potem było jeszcze gorzej, zjeżdżający do strefy zmian manewrowali pomiędzy przechodniami, pojawił się też pan na motorze wiozący kolegę z rowerem w poprzek….. Na szczęście nie widziałam wywrotek!

Organizatorzy napisali, że pomiędzy 10.15 a 11 będzie można wyjechać z parkingu. Okazało się, że to przybliżone godziny bo wyjeżdżać będzie można po ostatnim rowerzyście. Rozumiem, takie zasady dla bezpieczeństwa. Tylko, że nikt nie wiedział czy już przejechał ostatni rowerzysta! Nie było nikogo zamykającego trasę rowerową! Pozwolono nam wyjechać, na trasie zjechaliśmy bo jeszcze dwie panie kończyły trasę!


Cóż to nie wszystko nie było dobrze zorganizowane, było zwyczajnie niebezpieczne dla zawodników.

W Brodnicy, gdzie byli ci sami organizatorzy było zupełnie inaczej. Tam miasteczko żyło startem. Był doping a przede wszystkim byli zaangażowani mieszańcy. Tam triathlon był pożądanym wydarzeniem tutaj utrudnieniem nad Zalewem. Z drugiej strony ciężko się dziwić. W Brodnicy, my startujący plus nasi kibice wydawaliśmy pieniądze na pokoje, restauracje, bary, parkingi. Tutaj nikt na nas nie czekał, ba nawet nie chciał żebyśmy wydawali pieniądze. Byliśmy postrzegani jako źle zorganizowani intruzi. Szkoda. To chyba nie najlepsze miejsce na triathlon. Zaleta – bliskość od Warszawy okazała się wadą. Termin wakacyjny również nie pomógł – przeszkadzaliśmy letnikom. Wreszcie miejscowość, która nie może narzekać na brak letników wcale nie czekała na „najazd triathlonistów”. Do tego nienajlepsza organizacja i jest niesympatyczna mieszanka…

A ja wciąż się uśmiecham – są efekty – coraz lepiej pływam!!! I nawet tak troszeczkę zaczynam lubić wody otwarte. Rozumiem, że rządzą się innymi prawami, nie ma kafelków, są glony. Jest słońce jest wiatr i jest moc! Tak opłynąć bojki – jak to fajnie!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa