27 lipca 2014

24 Bieg Powstania Warszawskiego – relacja

Rekonstrukcje strojów powstańczych fot. D.Szymborska

Było mniej gorąco i duszno niż rok temu, ale cieplej niż dwa latatemu…Biegłam z przyjaciółką bo to był jej pomysł. Sama idea biegu, wyzwoleńczość, patos, historyczność, śpiewanie Roty – w tym zdecydowanie się nie odnajduję. Nie wspominając o strzałach, detonacjach nadawanych z głośników, przebieraniu dzieci w powstańcze ubrania, sądzę bez opowieści o tym jakie były ich szanse na przeżycie. Tyle o otoczce biegu. Znicze też były, ale na szczęście nikt nie ustawił ich na starcie.

Biegłyśmy z Anią spokojnie. Z niewiadomych przyczyn mój zegarek zrobił dywersję i zdecydował się nie znaleźć satelity. Został sam stoper. Trudno. Były oznaczenia co kilometr. Miałyśmy pobiec na 30 minut i tak pobiegłyśmy. Było o 12 sekund więcej, ale żadnej z nas to nie zmartwiło. Do tego ja dawno się nie cieszyłam z takiego czasu….noga nie bolała! Stopa nie dokuczała! Teraz trzeba spokojnie wrócić do treningów. Sama wiem, że nie mogę szaleć, że małe metoda małych kroczków jest bardzo potrzebna bo inaczej znów sama siebie na własne życzenie wyłączę z treningów.

Nasze bluzeczki, pożyczyłam Ani buty na bieg - dobrze, że mamy ten sam rozmiar, rekonstrukcja, na mecie w ciemności i z uśmiechem i medal
fot. D.Szymborska

Przez półgodziny w takim tempie to można się nagadać. Obydwie jesteśmy gadułami więc 5K to zdecydowanie za mało by być na bieżąco z tym co o której słychać. Taki półmaraton to biegnięty na 2h to byśmy przynajmniej trochę sobie poplotkowały….Nic to na „dychę” się nie porywałam bo trener powiedział 30 minut biegu potem marsz, no więc pobiegłyśmy 30 minut a potem maszerowałyśmy po medal i napój i banana.

Medal, bardzo nawiązujący do jednej z naszych bojowniczek – Maszy – to ona wyszła kanałami z Getta by dalej walczyć w Powstaniu. 

Potem długa kolejka po słodki izotonik AA i banana. Wygląda na to, że bieg osiąga swoją masę krytyczną, albo wszyscy planowali pobiec go na 30 minut – już kilometr przed metą był taki tłok, że ciężko było kogokolwiek wyprzedzić, jedynie ci maszerujący schodzili na bok. Tłum. Medal powieszony na szyi z gratulacjami od wolontariuszki – zawsze się z tego cieszę. Potem kolejki po picie i jedzenie.

Ania poprawiła czas o 4 minuty w stosunku do startu sprzed dwóch lat. Mnie nie bolała noga, a plan Ani by opowiedzieć o dwóch bojowniczkach, pokazać ich twarze, zrealizowany. 

Sara i Masza przestały być anonimowymi bojowniczkami, miały swój wieczór. Coś więcej niż wywiad udzielony Grupińskiej, coś więcej niż notka historyczna. 

Sara i Masza na ten bieg stały się postaciami, który pamięć nie zniknęła. Ala Beryt z krakowskiego JCC dzięki dostępnym zdjęciom stworzyła ich portrety. 

Jeżeli większość z nas potrzebuje obrazków do życia, to nasze (z Anią) plecy były tym nośnikiem pamięci. Czy za rok pobiegniemy to nie wiem, bo ja dalej nie jestem przekonana do idei biegu, choć z drugiej strony, jeżeli można go inaczej wykorzystać to czemu nie?

Na Karowej wyprzedziłyśmy dziewczynę, która miała na plecach, agrafkami przypięte zdjęcie powstańca z opisem jego osoby. Literki były drobne, nie mogłam tego przeczytać, wszystkie biegłyśmy ale jak widać pomysł Ani nie był odosobniony.


1 komentarz:

  1. http://mspietka.blogspot.com/2014/07/bieg-powstania-warszawskiego-okiem.html Jak cieszy medal, to wstawiam. Nas też cieszy rozdawanie ich.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa