10 października 2013

Bieganie po ciemku – nie lubię!


 
W lesie fot. T.

Jak się człowiek umawia to dotrzymuje słowa. Nic to, że usypia przy ubieraniu skarpet kompresyjnych. Szocik zimnej kawy (z wczoraj w lodówce). I wio do lasu. Ciemność widzę ciemność.

I zaczynam trajkotać, bo jak się boję, nie widzę co pod nogami, nie wiem co boku, czołówka w domu ja w lesie. Ehhh. To mi się buzia nie zamyka. Jak słyszę siebie to mi trochę lepiej. Ptaki nie ćwierkają. One śpią! I mają rację bo jest ciemno. Pół biedy przy polanie ale w samym lesie jest CZARNO. No to nawijam dalej. Fuj nadeptuję na coś miękkiego. Wiem, że to mogła być zdechła mysz. Bleee.

Oj jak stworzona do biegania po ciemku nie jestem…. Pod koniec przebieżki się przejaśnia.

Życzę sobie zdjęcie panoramiczne i mam – ciemność i ja!

Jedyną zaletą biegania po ciemku rano jest to, że mam cały dzień „wolny”. No może nie jedyną, bo jestem też w świetnym nastroju, zadowolona, wybiegana….to znaczy jest super….tak to jest….

1 komentarz:

  1. Przypomniała mi się tegoroczna dyskusja z chłopakami kiedy prawie po ciemku schodziliśmy z Polskiego Grzebienia (Tatry, Słowacja), że mamy taką zajebistą czołówkę, ale... została na kwaterze. Na szczęście, nie przydała się.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa