22 października 2013

Jak się zorganizować czyli wpisać biegania i ćwiczenia w harmonogram dnia

Drugie śniadanie fot. D.Szymborska


Cokolwiek robimy to zawsze trzeba planować. Bieganie ma tą cudowną zaletę, że (przynajmniej teoretycznie) można wyjść na trening o dowolnej porze. I tutaj zaczynają się schody, każdy, kto trenuje wie, że to tylko teoria. Dla mnie widełki czasowe robią się całkiem wąskie – nie chcę sama biegać po ciemku, to po pierwsze, nie wyjdę na trening zbyt bardzo najedzona, to po drugie. I tym sposobem, teraz gdy dzień jest krótki zostaje niewiele czasu. Gdy do tego dojdzie jeszcze gimnastyka, którą również można zrobić „kiedykolwiek” to dzień wydaje się być za krótki. Z gimnastyką jest o tyle łatwiej, że stabilizację można zrobić gdy na dworze jest ciemno, jednak płotków nie trzymam w salonie, ani też nie rzucam piłką lekarską w swoją ścianę w kuchni więc kiedyś trzeba znaleźć czas na dojechanie do sali gimnastycznej.

Po co o tym piszę? Bo zastanawiam się co jeszcze mogę ulepszyć w swoim planie. Teraz jestem na konferencji, zjadłam już drugie śniadanie, popiłam izotonikiem, wcześniej ćwiczyłam. Wyglądam normalnie, tylko bardzo chce mi się spać, a do tego jeszcze się pocę więc zastanawiam się kiedy makijaż spłynie…..

Moje hinty dotyczące wpisywania treningów w „normalne życie” są takie:

·      Deszcz, niska/wysoka temperatura to nie są czynniki, które mnie w domu zatrzymają. Nie ma czekania „aż się ociepli”, „aż przestanie padać” – jest godzina, dwie do dyspozycji to trzeba ją wykorzystać
·      Zawsze suche ubrania biegowe, na szczęście jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam kilka setów ubrań i kilka par butów, więc nie ma wymówki – nie wyschło…
·      Mam dokładnie zmierzone ile, które ćwiczenia z gimnastyki mi zajmują – wolne 35 minut wybieram wariant A, mam prawie 50 – wariant B
·      Odhaczam każdy wykonany trening – to cudownie widzieć na lodówce kartkę z „tikami” – ja to wszystko wyćwiczyłam i wybiegałam
·      Tak jak dziś, zdarza mi się nosić jedzenie ze sobą. To czego nie zmieniam, nawet gdy bardzo się śpieszę to spokojne jedzenie na siedząco. Robię tak z dwóch powodów a) gdy jem na stojąco to się krztuszę, b) gdy jem na stojąco to nawet pyszne jedzenie mi tak dobrze nie smakuje
·      Jestem obrzydliwie punktualna. Dlatego zdążyłam napisać ten post, bo organizatorzy konferencji zaczną ją z opóźnieniem. Zdążyłam też zjeść kanapkę….

5 komentarzy:

  1. Jedzenie mam ZAWSZE ze sobą ;) Bez tego ani rusz :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając tego posta przypomniała mi się prawda stara jak świat: "kto ze sobą nosi, nikogo nie prosi" :). A na obawy co do spływającego makijażu polecam: po pierwsze primo na powieki bazę pod cienie Paese (wydatek rzędu kilkunastu złotych), zaś po drugie primo na twarz do zmatowienia i utrwalenia puder ryżowy tej samej firmy (wydatek ok. 25zł, nie przerażać się, że jest biały, na twarzy tego nie będzie widać). Przy użyciu tych dwóch tricków makijaż na 8h gwarantowany.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa