4 sierpnia 2014

71 Tour de Pologne – etap II Toruń – Warszawa - relacja





Trzeba przyjść co najmniej godzinę wcześniej żeby sobie dobre miejsce zająć. Czekanie umilają skaczące cyferki (Lotto), byczki (Tauron) i puszki (Scandia). Obok mnie chłopak z Radomia. Zaczynamy rozmawiać…o kolarstwie. Pokazuje ogolone nogi, ja swoje też – trochę się peszy ale dalej rozmawiamy. Ma trzy rowery w domu, przez 12 godzin w tygodniu jeździ. Dostajemy kapelusze – różowy i zielony, trąbkę która nie działa. Czekamy. Mamy super miejscówkę – obok kamery skierowanej na metę. To przed nami będą przejeżdżać robiąc ostatnie pętelki tego etapu. Za nami telebim na którym oglądamy wyścig. Ale emocje!

Kibiców przybywa, chłopaki się pchają bliżej barierek – podobno/może/ktoś powiedział, że kolarze będą rzucać bidony.

Maskotki skaczą dalej, nie dostajemy parasolek bo dzięki stanowisku telewizyjnemu stoimy w cieniu. Kolarz z Radomia wcina lasagne z opakowania po lodach. Gorąco. Konferansjer oznajmia, że Olbrychyski przejechał cały etap (autem wraz z organizatorami) publiczność wita aktora gorąco. Jest coraz cieplej.



Samotny Czech śmiga przed nami. Potem długo, długo nic i peleton. Sytuacja się powtarza. Słyszymy, że Czech ma 96% na wygranie – ciekawa jestem skąd te wyliczenia. Brakuje tych 4% a w sporcie może zdarzyć się wszystko. Już wiadomo, kto wygrał teraz walka wewnątrz peletonu. Tak naprawdę to gdyby drugi kolarz nie podniósł rąk do góry to nie wiedziałabym kto stanie na pudle. To dzieje się tak szybko. Oni tak śmigają.

Nie mogłam się napatrzeć, że w takim upale, po tylu kilometrach ich kadencja jest tak wysoka! Szacun, jeszcze raz szacun. Warto było postać trochę by zobaczyć takich zawodowców, dodatkowo miło sobie porozmawiałam z kolarzem, a rad rowerowych nigdy za dużo.

Kibiców było na mecie naprawdę sporo. Część z tych co przychodzą po wziątki – zawsze tacy są na każdych zawodach, ale z drugiej strony robią tłum więc doping jest. większość przyjechała rowerami, z wypiekami z gorąca i emocji przyglądali się zawodowcom. A w prasie – cóż w większości gazet czytałam o utrudnieniach w ruchu, o korkach i zamkniętych ulicach. Dziennikarze nie wspominali o cudownym sportowym wydarzeniu tylko o tym jakie będą objazdy.


Na metę dojechałam metrem, pokibicowałam i wróciłam do domu z mocnym postanowieniem, że będę jeszcze więcej pracować nad kadencją!

1 komentarz:

  1. Hej, my też tam byliśmy i to całą rodziną. Super impreza, jedna miałem takie przemyślenia, że lepiej być może było gdyby koniec etapu był około 19, a nie 16. Jeszcze wiecej ludzi pewnie by przyszło kibicować. A co do rozdawania bidonów to prawda, miałem z córką taką miejscówkę, że zaraz po zakończeniu etapu weszliśmy miedzy kolarzy i ich ekipy i jeden z nich wyjął bidon i nam dał, zaskoczeni podziekowaliśmy. Jak sie pózniej przyjżałem to inni też rozdawali bidony.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa