1 sierpnia 2014

Bieganie BEZ muzyki

Do Skype jak najbardziej do biegania - nie dla mnie fot. D.Szymborska


W sieci roi się od różnych kompilacji muzycznych, na trening tempowy to, na długie wybieganie audiobooki (sic!). Jedna playlista na 5K inna na 10.

A ja dawno słuchawek w uszach na treningu nie miałam. Owszem kiedyś biegałam z muzyką, więc nie jest tak, że krytykuję coś czego nie znam. Ja nawet nie krytykuję ja po prostu trenuję bez muzyki i tyle.

Oto powody dla których biegam bez słuchawek w uszach:




·      jestem egoistką – chcę by czas treningu był tylko czasem dla moich mięśni i umysłu, nie chcę niczego innego,
·      nie chcę się rozpraszać, obawiam się, że mogłabym przegapić jakiś sygnał wysyłany przez mój organizm – wolę go słuchać w 100%,
·      chcę wiedzieć, że podobne tempo będę wstanie utrzymać na zawodach gdzie nie będzie motywującej muzyki w słuchawkach,
·      nie cierpię rutyny, to spowalnia i czyni jeden trening podobny do drugiego, dlatego nie chcę wiedzieć, że przy  czwartym utworze będę na 3 kilometrze, a refren oznacza, że powinnam minąć duże drzewo – zmieniam trasy jak najczęściej po to by się rozwijać a nie uwsteczniać!
·      Książki czytam a nie ich słucham, nie wyobrażam sobie dobrego treningu w czasie, którego przesłuchałabym np. 4 rozdziały. Czytane książki nadają się do słuchania w czasie podróży ale nie biegania!
·      Ograniczam ilość sprzętu, który biorę ze sobą na trening, mimo, że mam ze sobą telefon z pokaźną biblioteką iTunes to nie biorę słuchawek,
·      Z bardzo prozaicznego powodu, słuchawki mi z uszu wypadały, a zrobienie rytmów bez „pogubienia” słuchawek nigdy mi nie wychodziło,
·      Uwielbiam widzieć i słyszeć co się dzieje wokół mnie – śpiewające ptaki w lesie czy nadjeżdżający autobus – z jednej strony przyjemność z drugiej moje bezpieczeństwo.


Tyle o bieganiu BEZ muzyki, na rowerze też jeżdżę bez słuchawek w uszach (dla swojego bezpieczeństwa) choć muszę przyznać, że bywają treningi, które bardzo mi się dłużą ale nie mam pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Co do słuchawek na basen – nie mam doświadczenia, to nie mam zdania w tej kwestii. Może fajnie się słucha pod wodą….

1 komentarz:

  1. Ja jeżdżę codziennie do pracy / z powrotem 15km rowerem, bez audiobooka (wybieram lekkie babskie książki) byłoby mi nudno. Nie słucham głośno, więc i bezpieczeństwo zadbane. Na bieganie też nie ruszam bez słuchawek i nigdy mi z uszu jeszcze nie wypadły ;-P

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa