14 sierpnia 2014

Profile Design Aerodrink i o tym jak ciężko czasem być klientką

Moje nowe cacko fot. D.Szymborska

Nie ma to jak skończyć sezon triathlonowy i kupić bidon. W czasie EXPO w Gdyni kupiłam bidon ze specjalnym mocowaniem, które nie wymaga kierownicy czasowej. Teraz mogę jeździć z „wiadrem” z przodu roweru!

Mój nowy bidon ma pojemność 900ml, nie skacze na kierownicy bo ma specjalny system mocowania. Jakby tego było mało ma specjalną pokrywkę ułatwiającą wlewanie płynów w czasie jazdy. Pod warunkiem, że uda się nam odebrać od wolontariusza bidon lub butelkę z wodą! Ma specjalną miękką rurkę, którą nie powinnam pokaleczyć sobie podniebienia. To taki super specjalny bidon, bo cokolwiek by o nim nie napisać to zawsze zaczyna się od specjalny, specjalnie…

Co najważniejsze jest super aerodynamiczny (duży uśmiech). Będę mogła pić w czasie jazdy i nie tracić nic ze swojej super pozycji na rowerze. Do soboty po południu byłam przekonana, że takie cacka można przyczepić tylko jak się ma  lemondkę, na szczęście w czasie EXPO trafiłam na kompetentnego i miłego sprzedawcę, który mi wszystko o montażu powiedział.

Jako dziewczyna mam duży problem z zakupami w sklepach ze sprzętem rowerowo/triathlonowym.


Jest miejsce, gdzie mogę się dopytywać do znudzenia, uczyć zmieniania dętek, zadawać „dziwne” pytania i odpowiadać na komentarze w stylu, „że jeżdżenie z numerem startowym na sztycy to tak jak chodzenie z pustym kubkiem po kawie”. Bo wiem, że taki komentarz jest żartem, a serwisowcy życzą mi i mojemu rowerowi jak najlepiej. W sklepie Giant’a na Fabrycznej mogę się zawsze pojawić, dopytać, dowiedzieć i liczyć na super serwis, co w przypadku pierwszego sezonu triathlonowego jest bardzo ważne. Choć myślę, że w przypadku drugiego sezonu będzie tak samo…

Są też miejsca, gdzie jestem traktowana jak dziewczyna, która przywozi sprzęt swojego chłopaka, bo przecież sama nie jeździ na rowerze. Do takich miejsc po prostu nie wracam. Tam tracą klientkę, nawet nie myśląc, o tym, że dziewczyny też trenują. To smutne, takie ocenianie. Jak przyjdę w sukience i sandałkach to już nie jestem warta uwagi. Mogę pół godziny oglądać buty rowerowe i nikt nawet się nie zapyta czy mi pomóc. Najbardziej dziwi mnie postawa sprzedawców na targach czy w czasie expo. Mam na ręce opaskę, wiadomo, że startuję, a tu nic. Traktują mnie jak powietrze! I nawet jak bym chciała coś kupić to „łaski bez” przecież nie będę się prosić o sprzedaż!

Zmian w kwestii traktowania dziewczyn w sklepach „technicznych” nie obserwuje. Ani na dobre ani na złe.

Oto lista miejsc w Warszawie, gdzie jako dziewczyna jestem traktowana „normalnie”:
Giant Fabryczna
Guru Sport
I jeszcze: EXPO HTG sklep gdzie kupiłam bidon (nie pamiętam niestety nazwy obok Sailfish’a)

No i chyba w Warszawie to było na tyle. O tych złych miejscach nie będę pisać w myśl, że nie ważne jak o tobie mówią, byleby mówili zawsze jest reklamą!


Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie dopiszę inne sklepy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa