22 lutego 2015

Warszawski Smak w Nowej Jerozolimie [FOTO]

Jedzenie na kolanie czyli moje drugie śniadanie fot. D.Szymborska


Z czasów wczesno studenckich pamiętam imprezy w pustostanach, a bardziej w opuszczonej kamienicy. Było zimno, było dużo ludzi. Dokładnie tak było (i wciąż jest) w Nowej Jerozolimie w czasie Warszawskiego Smaku czyli mini targów jedzeniowych.

Przy wejściu, jak się człowiek nie zabije przy czarnej kotarze i podjeździe to może spróbować soków, miodów, dziczyzny. Potem trzeba wejść piętro wyżej gdzie można kupić pasztety, sery, słodkości i zaskakująco dużo wersji pierogów do własnego ugotowania. 

Wydaje mi się, że plan jest taki, idzie sobie hipster do swojego ulubionego nocnego klubu, w niedzielę w południe, kupuje paczkę domowych, ręcznie robionych pierogów, a wszystko po to by je ugotować albo podsmażyć u siebie i choć chwilę poczuć się jak u mamy na niedzielnym obiadku….



Żeby nie było, że nie czekam na spóźnialskich - minutę poczekałam i ruszyliśmy fot. D.Szymborska


Na targi przyszłam bardzo głodna, dziś KGB trenowało przez 2 godziny. Była nas czwórka, najpierw spokojny bieg ciągły – 1h, potem zabawy biegowe przez 45 minut i na koniec dużo rozciągania – efekt 1021 kcal spaliło się. Na targ pojechałam zwabiona reklamą – zjem coś dobrego.

I tu okazało się na miejscu, że jak nie chcę słodkości (a nie chcę bo się odchudzam), jak nie mam ochoty na pierogi (wczoraj się uczyłam od Agnieszki Kręglickiej jak się je robi, i niedługo będzie na blogu super przepis), to tak naprawdę pozostało jedynie Yakitori. Uff było smacznie. Zjadłam 4 maki i szaszłyk z wszelkimi dodatkami w postaci, placka z kimchi, pierożków, wodorostów i tym podobnych….

Nowa Jerozolima jest na tyle duża, że zmieściłoby się w niej dużo więcej wystawców, a tak jedno piętro nazwane jadalnią było zupełnie puste….a szkoda. Nie działały też bary i znów ciężko było znaleźć coś co nie byłoby cydrem, albo herbatą z mlekiem….w końcu sok jabłkowy z twardych jabłek w dużej, szklanej butelce stał się deserem.


Tak na 45 minut to jest tam atrakcji, choć bardziej podoba mi się na Biobazarze bo mogę zrobić większe zakupy i też coś zjeść.












1 komentarz:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa