22 sierpnia 2015

Thai Park – czyli tajski park śniadaniowy w Berlinie

U tej pani kupiliśmy makaron i zupę - był to świetny wybór! A ceny 5 i 4 E! fot. D.Szymborska


Czasem czytam w sieci o jakimś miejscu, same pozytywne komentarze, a potem gdy sama tam jestem przeżywam zupełne rozczarowanie. Wydaje mi się, że ci co to zachwalali byli zupełnie gdzie indziej, albo lubią inne rzeczy niż ja.

W sieci przeczytałam o magicznym targu śniadaniowym, przy Fehrbelliner Platz, co weekend odbywa się Thai Park. Zdjęcia w sieci pokazywały kolorowe parasole w europejskim parku, a do tego mikroskopijne azjatyckie kuchnie, panie w kapeluszach ryżowych i dużo przysmaków.

Bajka pomyślałam. Czytałam dalej, że jak ktoś nie był w Tajlandii, a się zastanawia czy tam jechać to trzeba odwiedzić ten targ i decyzja zapadnie – pozytywna oczywiście. Że jak ktoś był w Tajlandii i tęskni za autentycznym tajskim jedzeniem, to musi to miejsce odwiedzić….Wszystko w superlatywach, a że do tego ceny dań nie przekraczają 10E.

Doczekałam weekendu i znów, pół Berlina do przejechania. 

Ot niemieckie poczucie humoru mieszkam przy Fehrbelliner Strasse, ale żeby dojechać na Fehrbellliner Platz potrzebuję 40 minut i dwóch linii metra!

I teraz, najważniejsze, SIEĆ NIE KŁAMIE – Thai Park to magiczne i super pyszne miejsce!!! Wszystko tak jak czytałam – zwykły park, na nim polana a na polanie parasole i panie Tajki na krzesełkach przy mini kuchenkach gazowych robią makarony, gotują zupy, grillują szaszłyki. Tam jest wszystko!!!! Stoisko koreańskie z mangu, stoisko brazylijskie z drinkami, ale przede wszystkim kilkadziesiąt stoisk z tajskim jedzeniem.

Prawdą też jest to, że na targ trzeba przyjść ze swoim kocykiem. Nie ma miejsc do siedzenia, nie ma stołów, ławki dawno zajęte. 

Starsze Tajki grają w karty na pieniądze i bardzo głośno wykłócają się która powinna wygrać. Przy naszym kocyku starsza pani w kapeluszu ryżowym metodycznie obierała ananasy na sałatkę (FILM TUTAJ NA INSTAGRAMIE). Obok inna śpiewała tajskie piosenki przerywając je wykrzykiwanymi łamaną niemczyzną reklamami swoich szaszłyków.


Jedno ze stoisk fot. D.Szymborska


Pani obierająca anansy (w ilościach hurtowych) fot. D.Szymborska

Jest w czym wybierać.....fot. D.Szymborska


Folklor to za mało powiedziane. Część stoisk to tylko kanapki (ryżowe) na zimno, inne to małe, przenośne kuchnie z torbami lodówkami, pudełeczkami i świetnie zorganizowanym zapleczem kuchennym, które mieściło się pod jednym parasolem ogrodowym.

Targ zaczyna życie około 11, do 12 przybywa stoisk i wygłodniałych kupujących.

Po kilku obejściach targu zdecydowałam się na zupę z mlekiem koksowym, cukinią, patatami i groszkiem. Usłyszałam coś na kształt przepisu, spróbuję powtórzyć bo bardzo mi smakowała. A takie małe szczegóły jak artystyczne nacinanie cukinii to jest to co dodaje daniu charakteru, bo na smak jakoś specjalnie nie wpływa. Pani Tajka miała super zorganizowaną kuchnię, bezbłędnie sięgała do kilku pudełeczek, by doprawić, dosypać….

Potem zjadłam kanapki jako przystawkę. Przez kanapki sprzedający rozumiał zawinięte w papier ryżowy warzywa z ryżem z trzema różnymi dodatkami – tofu, krewetka, kurczak. Dużo kolendry, sałaty, marchewki a do tego sos słodko kwaśny. Takie rozwiązanie kanapkowe to mi się podoba!!! Bezgluten jak się patrzy!!! Pan Taj sprzedający w tym stoisku zachęcał do większych zakupów, mówiąc, że zjedzenie 6 kanapek to dopiero początek obiadu…..cóż tu mnie nie przekonał – 3 wystarczyły!

Wreszcie na drugie danie zdecydowałam się na koreańskie pierogi i nie żałuję, mimo, że targ tajski to, to stoisko mi się spodobało! Do tego pierożki były w dwóch wersjach – ciasto z mąki ryżowej lub zwykłej. Wybrałam ryżową, w środku była wieprzowina i dużo warzyw i przypraw.

Deseru nie zjadałam, bo zwyczajnie nie miałam miejsca….mimo, że wszystko na spokojnie, na kocyku, przynosząc sobie kolejne dania….

Jedna z trzech super kanapek fot. D.Szymborska

Moje szaleństwo pierożkowe trwa.....fot. D.Szymborska

Super pyszne!!! Wygląd nie zawiódł! fot. D.Szymborska

Zupa, którą również u siebie zamierzam ugotować fot. D.Szymborska


Ogromnie mi się podobało, dla wszystkich, którzy lubią azjatyckie (prawdziwe) jedzenie, targi śniadaniowe i świetną atmosferę pikniku podaję adres:

Fehrbelliner Platz
10707 Berlin Wilmersdorf
Przystenek metra: Fehrbelliner Platz

Acha nie należy się martwić, zaraz po wyjściu z metra w stronę parku trafiamy na targ staroci, potem jest restauracja parkowa, która pomimo targu śniadaniowego pęka w szwach. Serwowane tutaj są kiełbaski, jajecznice, bułki – niemieckie, parkowe śniadanie i dużo piwa.

Jak widać w jednym miejscu mogą obok siebie istnieć trzy światy – staroci, niemieckiego, klasycznego jedzenia i tajskich kramików!

3 komentarze:

  1. Jezu summer rolls! Jadę tam, jadę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie!!! na pewno będzie Ci się podobało :)

      Usuń
    2. Właśnie wiem i dlatego żałuję, że mam tak daleko do tej zachodniej granicy :/

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa