28 kwietnia 2015

Superżywność

Duża dawka zdrowia, o której można poczytać fot. D.Szymborska


David Wolfe wesoły, lekko przy kości Amerykanin, który uwielbia czekoladę. Jednocześnie David jest ekspertem zdrowego odżywiania, znanym za oceanem mówcą, ba gwiazdą zdrowego jedzenia, wreszcie jest pomysłodawcą ultrazdrowej czekolady – w wersji raw.

Dla mnie to autor ciekawej książki o fascynujących produktach. Przez prawie 400 stron czytałam o rzeczach, o których istnieniu nie miałam pojęcia. 

Nie wiedziałam, że fitoplankton morski jest taki zdrowy. Dużo się nauczyłam, teraz pozostaje wdrażać w życie wiedzę przekazywaną przez lekko szalonego Amerykanina.

Według autora „Superżywności” istnieje kilka rodzajów – superfood. Część jest już nawet modna, część tak jak fitoplankton (przynajmniej dla mnie) stanowi nie lada atrakcję i ciekawa jestem smaku, zapachu, bo o właściwościach odżywczych, to mogłam sobie poczytać.

Jagody goji – smaczne jak prawidłowo a nie na wiórek wysuszone, do kupienia nawet w moim osiedlowym sklepiku (który bardzo się stara wygrać walkę z innymi małymi ale sieciowymi sklepami, stąd sprowadza produkty o które klienci proszą).


Kakaowiec – nie chodzi tutaj o już przetworzone ziarna, czyli tabliczka mlecznej czekolady nie jest superżywnością, za to ziarno tej rośliny już tak.

Produkty pszczele – miód lubię, pierzgi jeszcze nie próbowałam, mleczko pszczele znam, a w działanie propolisu wierzę już od dawna – czyli niektóre super produkty są z tych oczywistych i łatwo dostępnych.

Spirulina – znajomi, którzy chodzą na siłownie i budują masę, uwielbiają to białko…..

Niebieskozielone algi AFA i fitoplankton morski – cóż nie jadłam, zdania nie mam…..

Aloes – znam i nie cierpię! Wiem, że zdrowy, teraz doczytałam, że nawet super zdrowy. Po prostu nie mój smak, tak też bywa nawet w stosunku do najzdrowszych produktów.

Siemię konopne – modne ostatnio, niestety jeszcze nie używałam w swojej kuchni, jeżeli choć trochę smakuje jak siemię lniane to, cóż ciężko mi będzie się do niego przekonać….

Orzechy kokosowe – lubię, choć forma w jakiej David Wolfe poleca ich jedzenie, zaskakuje.

Autor przewodnika po super jedzeniu wspomina jeszcze o kilku ważnych produktach takich jak morwa indyjska czy chlorella. We wszystkich przypadkach możemy przeczytać o samej roślinie albo produkcie, zobaczyć zdjęcia i zerknąć do przygotowanych przepisów na napoje, desery czy dania zawierające superżywność.


Superżywność, Jedzenie i medycyna przyszłości, David Wolfe, tłumaczenie Bartłomiej Kotarski, Białystok 2015, Wydawnictwo Vivante



2 komentarze:

  1. Taką superżywnością, za to łatwiej dostępną i przystępniejszą cenowo, że o akceptowalnym smaku nie wspomnę, są chociażby awokado i mango. Co do propolisu - powtórzę się z tym, że należy uważać, bo można być uczulonemu i napytać sobie biedy. Na aloes jestem uczulona, jego działanie oczyszczające objawia się u mnie straszliwym przeczyszczeniem. Olej rycynowy przy tym to pikuś. Algi mają dla mnie zbyt intensywny smak i zapach żeby je jeść. Swojego czasu próbowałam, odruch wymiotny gwarantowany. Wystarczy mi, że są w produktach kosmetycznych i niech tam pozostaną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam kokos i aloes. Nic innego nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa