24 sierpnia 2015

Czapeczki kolarskie – uwielbiam

Z braku szosy w Berlinie to nawet siadłam do fortepianu fot. J.


No dobra, jeszcze niedawno myślałam, że będę w nich wyglądać co najmniej idiotycznie. Po drugie zastanawiałam się po co ubierać czapeczkę jak mam kask, po trzecie czapki kolarskie wydawały mi się hitem z ubiegłego wieku.

Zmieniłam zdanie. Uwielbiam czapeczki! I tak się składa, że mam już trzy.

Niebieska Shimano to prezent od panów mechaników, który dostałam w Gdańsku, środkowa to szpanerska Rapha, a tą ostatnią – RÓŻOWĄ to przywiozłam z Berlina.


Moja kolekcja! fot. D.Szymborska


Czapeczki, jak już zdążyłam się zorientować to nie tylko śliczny gadżet, wielki szpan ale całkiem użyteczna rzecz. Uwaga tutaj będzie nie o profesjonalnym kolarstwie a o tym, że czasem dobrze ładnie wyglądać. Po 20, 50, 100 kilometrach nie ma szans by włosy wyglądały chociażby „w porządku”, to co się dziej pod kaskiem nie jest fryzurą, którą można komukolwiek pokazać! Tadam – czapeczka! Dalej, kaski szosowe, w przeciwieństwie do tych MTB nie mają daszków – czapeczka ma taki! Wreszcie nie jest zimno w głowę (idzie jesień…).

Może kolejność z tych babskich, bo kolarz to by zaczął od tego, że przypomina o zespole w którym się jeździ….to też….oczywiście…. Pokochałam czapeczki, i mimo, tego, że wydaje się to niemożliwe one są twarzowe!!!


Wygląda na to, że przez tydzień bardzo się stęskniłam za swoją szosą….

4 komentarze:

  1. Potrafisz grać na fortepianie? Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, ale potrafię ładnie siedzieć przed fortepianem :) to też się liczy, prawda? :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa