7 sierpnia 2015

City Trail On Tour – Warszawa 2015

Włosy suszyłam, szybko wyschły i pobiegłam w upiętych oczywiście,
a na nogach widać "pończochy" - efekt jeżdżenia na rowerze
fot. miła biegaczka


Jest kilka cykli biegów w których startuję dlatego, że bardzo je (biegi) lubię. City Trail do nich się zalicza. Biegałam w śniegu, błocie to wczoraj pobiegłam sobie w upale.

Byłam 9 kobietą na 96 które ukończyły bieg. Pierwsza dziesiątka zawsze cieszy. Tym bardziej, że biegłam bardzo ostrożnie, bo start przed zawodami triathlonowymi musiał być spokojny, żeby nic sobie nie naciągnąć, nic sobie nie zrobić…. Do tego zawody bardzo czasochłonne. Pomimo krótkiego dystansu – bieg jak to w City Trail bywa na 5 kilometrów to musiałam na miejsce startu dojechać i potem do domu wrócić. Tak naprawdę to spędziłam więcej czasu stojąc w korkach niż biegnąc. Widać, że zawody bardzo lubię bo sensu zbytnio nie było w takiej jeździe autem, a bardziej staniu w korkach przez tyle czasu… Na szczęście zawody, organizacja, ludzie i trasa wynagradzają długą podróż.

City Trail w Warszawie to bieganie po Lasku Młocińskim, dwa kółeczka – jedno mniejsze drugie większe.

Jak zaparkowałam to termometr w aucie pokazywał 34 stopnie. Samochód stał w cieniu. Klimatyzacja ciuchutko pracowała, siedziałam w temperaturze 20 stopni i było mi dobrze! Oj dobrze. Tak jak zimą ciężko wysiąść z auta bo na dworze -20 tak, wczoraj też sam odbiór numeru startowego oznaczał wyjście ze strefy komfortu!

Śliczny, imienny numer – 4004 – agrafki i człowiek zmęczony, spocony poszedł na start.


Chip zawiązany można startować


Jak zwykle sympatyczna atmosfera przedstartowa. Punktualnie o 19 pobiegliśmy. Tym razem w piachu, upale. Na mecie czekał medal – to nietypowe, bo normalnie w sezonie wiosennym trzeba ukończyć 4 biegi by być klasyfikowanym i nagradzanym. Tutaj było wakacyjnie – drewniany medal na mecie, włożony na szyję przez kilkuletnią wolontariuszkę. Wystarczyło oddać chip by dostać: banany, zimne arbuzy (mój wybór), ciastka, wodę, izotonik – to wszystko po biegu na 5 kilometrów.

Warto było się wybrać na te zawody, bo było po prostu bardzo przyjemnie, a sama w życiu bym nie biegała w takim upale w takim tempie – samomotywacja to jedno a temperatura to drugie. Pewno by wygrało racjonalne myślenie – w taki upał, przed startem w zawodach triathlonowych – i bym sama przekonała siebie do rozsądnego, powolnego truchtu a nie biegu w tempie 4.41 (minuty na kilometr). A tak wróciłam do domu oblepiona pyłem i bardzo spocona ale uśmiechnięta z drewnianym medalem na szyi!

Ciacha nie zjadłam ale dwa kawałki arbuza TAK! fot. D.Szymborska



Teraz trzeba poczekać na start cyklu City Trail i znów gonić się po lesie w uroczym miejscu z sympatycznym towarzystwie biegaczy!

6 komentarzy:

  1. Gratulacje za ukończenie biegu :) silna z Ciebie kobietka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chłopaki z City Trail dają radę! Że też porwali się na 10 biegów w ciągu 2 tygodni po całej Polsce - szacun i to w takie upały ;-) Przyznam się nieskromnie, że mam swój malutki udział w organizacji tego cyklu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to super :) możesz być z siebie dumny bo organizacja na tip top i atmosfera też świetna :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa