13 sierpnia 2015

WawaWake – czyli wyciąg dla deski – sportowy OT*

Dziś akurat nikt tak nie latał...fot. D.Szymborska


Dla mnie nowość.  Jest jeziorko (bo inaczej ciężko nazwać ten zbiornik wodny w Bielawie), jest pomost, są dwa wyciągi i kilka przeszkód a do tego sporo ludzi (środek tygodnia, rano, nie ma upału…).

Wygląda na to, że zaczyna mnie ciągnąć do sportów wodnych. Nie żebym już patent sternika robiła ale….jakoś im lepiej pływam tym lepiej się czuję nad wodą.

Moje podejście do uprawiania sportu jest, delikatnie mówiąc inne niż wake’owych instruktorów. Ci palą sobie papierosa i udzielają rad kursantom. Wszystko spokojnie, bez napinki.

Wygląda na to, że ci uczą poruszania się na desce – niezależnie od tego czy to snowboard czy wake to ludzie mocno wyluzowani, średnio punktualni, zawsze na „ty” z całym światem. Mają czas na wszystko, kroku nie przyśpieszą a najbardziej lubią się zajmować opowiadaniem i siedzeniem. Do tego często są uroczymi i sympatycznymi ludźmi, tylko jak dla mnie stopień ich wyluzowania, czasem przekracza moje zrozumienie dla tego co jest cool/chill/czy inaczej-ale-modnie.


Wygodna perspektywa do oglądania innych, na zdjęciu wake'owiec, który wjechał prawie pod mój leżak...
fot. D.Szymborska


Wake polega na tym, by płynąć na desce (nogi wpięte tak jak w snowboard), robić akrobacje, pokonywać przeszkody, a wszystko trzymając się drążka, który liną jest przymocowany do specjalnego wyciągu. To co różni ten wyciąg od tego narciarskiego to jest a) brak górki b) częste zatrzymywanie się bo wake’owiec jest jedynym użytkownikiem wyciągu i to dla niego są przerwy (po wywrotce) przyśpieszenia itp.

Jeziorko z tych płytszych, wpuszczają nawet tych co nie najlepiej pływają bo każdy musi mieć kask, kapok, pianki są opcjonalne.

Ot taka zabawa wodna w stosunkowo niedużej odległości od Warszawy.


Na pewno można więcej w wodzie się potaplać niż np. na Warszawiance. Wczoraj wieczorem nie udało mi się zrobić treningu, bo zwyczajnie były takie tłumy, że przepłynięcie jednej długości bez wpadania/zatrzymywania/podtapiania graniczyło z cudem. Jak nie trenowałam pływania to nie wchodziłam do basenu sportowego. A wczoraj olimpijski basen był niczym kąpielisko otwarte – pływanie w poprzek, zatrzymywanie się na środku, przy linie i wszystkie możliwe utrudnienia dla tych, którzy przyszli potrenować a nie poplumkać. Nic to nauczka. Chce się pływać trzeba wstawać rano wtedy można sobie popływać a nie popluskać.

*off-topic

3 komentarze:

  1. Zazdroszczę :) u nie nie ma takich atrakcji :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś pewna? teraz wake board jest coraz modniejszy?! :)

      Usuń
  2. Mnie też wakeboard w te wakacje mega wciągnął i to na tyle, ze zastanawiam się jeszcze nad wyjazdem do Turcji w październiku na tydzień, bo znajomi znaleźli fajny wake camp. Tylko muszę jeszcze sprawdzić jak pogoda tam wtedy wygląda, bo jestem raczej ciepłolubem.

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa