8 czerwca 2014

Volvo Triathlon Series Brodnica – 1/8IM

Po czerwonym dywanie to biegałam ostatnio w She Runs the Night...fot T.
No to jestem w 1/8 Ironmenką. Fajnie. Na razie wklepuje krem w ręce, szyję i barki. Delikatnie mówiąc spiekło mnie. Pewno w poniedziałek koleżanki będą się pytać czy byłam nad wodą. Oby skóra z nosa nie schodziła.

O 3.00 zadzwonił budzik. Oj niefajnie. Organizatorzy wydawanie pakietów zaplanowali w godzinach od 7 do 8 rano. Oczywiście można było odebrać też wczoraj. Tylko trzeba było być wczoraj w Brodnicy. Niektórzy to z Chodakowską skakali na Legii….


Pakiet – tym razem kubek (już wiem komu go dam), numery startowe, czepek i „worek na buty”.

Mój start o 10.30. To miałam trochę czasu żeby się denerwować. I udało się! Stres na maksa. Do tego woda która nie jest przeźroczysta. Człowiek pomyka sobie na basenie, robi świetne czasy. A tu nagle zdechła ryba przy brzegu, nieprzeźroczysta woda, zimna umiarkowanie z wodorostami. Ehh panience basenowej to przeszkadza. No dobra nie panience ale trenującej na basenie.

Jak już wypełzłam z wody – a dziś ewoluowałam bardzo wolno to pognałam na rower. I mały sukces – strefa zmian poszła mi jak błyskawicy! Ha!

Trasa rowerowa – znów niespodzianka, na Warmii byłam ostatni raz dwa albo trzy lata temu na feministycznym, wegańskim obozie. I moja pamięć ograniczyła się do tego, że chciałam zjeść CAŁEGO kurczaka z rożna jak pojechałam do najbliższego miasteczka. Zapomniałam, że w czasie treningów biegowych, które tam prowadziłam były konkretne podbiegi…..

Super oznaczenia na 5 i 10 kilometrze. Mam problem z drogowskazami a tutaj były wielkie, dmuchane bramy – zauważyłam ile jeszcze mi zostało do przejechania.

Zachowawczo podjeżdżałam do strefy zmian bo nie wiedziałam gdzie mam zejść z roweru żeby nie dostać kary.

Znów sprint z strefie. Tym razem nie zapomniałam czapeczki! Uff bo gorąco było. Bieg. Sama przyjemność, bo w końcu robię to co lubię najbardziej.

Kurtyna wodna – tak, tak ja z tych co piszczą! Meta – cudowny finisz i najlepszy arbuz na świecie!

Medal już wisi. A ja jutro idę na basen bo….trzeba popracować nad pływaniem.


Trener przysłał gratulacje SMSem, ale obydwoje wiemy, że jest nad czym pracować i to coś pachnie chlorem…a może glonami?

Blueseventy rulezzz:) fot. T.
Ja z tych co bojki się trzymają fot. T.

Się mi śpieszy na rowerek fot. T.

No mam, taki trójkątny medal fot. T.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa