3 czerwca 2014

Puchar z dostawą do domu czyli moje 3 miejsce open kobiet na 5K w Wawrze

Kolejny puchar do kolekcji fot. D.Szymborska
Gdy stoję na podium świat jest piękny. Ja jestem wyższa, ładniejsza, chudsza i przede wszystkim znaczy to, że jestem szybka. Same dobre emocje, duma z samej siebie. Uśmiech od ucha do ucha. Uwielbiam to uczycie. Jest cudowne. Potem uścisk dłoni, odbiór pucharu, dyplomu czasem nagrody. Ehh po to się trenuje. Niestety tego wszystkiego nie miałam w sobotę. Zasłużyłam, ale organizatorzy nie chcieli udzielić  informacji, która przybiegłam, nie wiadomo było kiedy będzie dekoracja. Nic. To pojechałam do domu...

Wczoraj organizatorzy Biegu Wawerczyka przywieźli mi do domu puchar, w reklamówce wraz z książką Beaty Sadowskiej (recenzja TUTAJ) i miesięcznym karnetem na siłownie. Wszystko się zgadza, to mi się należało, bo byłam 3 kobietą (open bo nie było kategorii wiekowych) i 17 osobą na mecie.

Smutno jakoś. U mnie to było trzecie miejsce w miejskim biegu a zabrakło radości z „pudła”. Zastanawiam się co muszą czuć ci, którzy zajęli 4 miejsce w Igrzyskach Olimpijskich a potem po dajmy na to 2 latach przychodzi wiadomość, że jednak mają 3 miejsce. Wychodzi na jaw doping zawodnika z czołówki. Czy dostają medal pocztą? W prasie pojawia się notka (albo nie), że to pan albo pani Iksińska mają brąz olimpijski. Jednak w tym najważniejszym dniu to nie oni stali na „pudle” to nie im gratulowano. To nie był ich dzień, gorzej to nieuczciwy rywal go im zabrał.


Nic to, puchar ustawię na półeczce, cieszę się z niego. Następnym razem jak będę miała wątpliwości, która przybiegłam na metę to nie odpuszczę – dowiem się. Choć właściwie można to inaczej rozegrać – powinnam po prostu przybiec jako pierwsza. Wtedy grzecznie poczekam na puchar, ukłonię się wszystkim i będę super dumna z siebie samej. Tak, to jest rozwiązanie! A wracając do dopingu, jest to coś czym bardzo się brzydzę, a ludzi, którzy go używają nie nazywam sportowcami bo nimi zwyczajnie nie są. To oszuści i tyle.

2 komentarze:

  1. och, wystarczy patrzec ile sie ma "zająców" przed sobą :P, na takim dystansie da sie to ogarnąc przeciez, chyba, ze bylo 500 uczestnikow, a czas mierzony netto... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewno, tyle, że na piątkę biegło sto kilkadziesiąt osób, a startowaliśmy razem z tymi na dyszkę, których było ponad dwieście, tak czas mierzony netto :) trochę utrudnień :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa