3 maja 2014

Bieg Konstytucji – relacja z biegu dzieci i dorosłych

Dziesiejszy medal fot. D.Szymborska
Smutno. I to nie dlatego, że padał deszcz ale dlatego, że po raz kolejny dzieci w czasie zawodów biegowych nie były traktowane poważnie. Przed startem usłyszały, że nie będzie wyników biegu, że powstanie tylko lista alfabetyczna. Dlaczego? Pan przez mikrofon powiedział, że każdy będzie wygranym! Super, ale czy mówił do dzieci, które przygotowywały się do startu? Czy mówił to do tych, którzy przyszli się ścigać? Czy mówił do tych, których rodzice wydali 50PLN na pakiet startowy, skuszeni elektronicznym pomiarem czasu?

Pobiegli. Niezależnie od tego czy mieli 3 czy 10 lat biegli najlepiej jak potrafili. Wykonali kawał dobrej roboty. Część z nich pobiegła naprawdę szybko. Zmęczeni wbiegali na linię mety. Potem ich rodzice (gdy podali numer telefonu w zgłoszeniu) dostawali SMSy z podanym miejscem w klasyfikacji generalnej i kategorii wiekowej. Po co? Po nic. Tak naprawdę, tym co byli pierwsi na mecie musiał wystarczyć SMS (jeżeli akurat doszedł) bo nikt nie wywołał ich na podium, nikt ich nie docenił. Dzieci biegną z maskotkami….


Nie rozumiem takiego podejścia. Czym różni się zawodnik, biegacz, biegaczka startujący w biegu na 5K od dziecka? Wszyscy opłacili wpisowe, stawili się na linii startu, pobiegli. Dorośli mają życiówki, dzieci nie. Dorośli stają na podium, dzieci idą do domu.

Wiadomo medal czeka na każdego, kto ukończy bieg, a puchary są dla najlepszych. Niestety w czasie Biegu Konstytucji dotyczyło to tylko dorosłych.

Wszyscy są zwycięzcami – oczywiście, ale część z nich zasługuje na więcej niż medal, to ci, którzy zwyciężyli. Zwyciężyli nie tylko z dystansem, ale też z rówieśnikami. Ale jak widać organizatorzy uważają inaczej.

Po dzieciach startowali dorośli. Specjalnie używam liczby mnogiej bo startowali turami. Starannie czytam regulamin biegu, nic o tym nie było. Owszem odbierając pakiet startowy (opis TUTAJ) dostałam naklejkę do strefy II. Chciałam pobiec treningowo, więc przedział czasu 20.00 – 24.59 był jak najbardziej OK. Materiał do filmu przygotowałam.

Właśnie zerknęłam do wyników i byłam 40 kobietą (z 1049,  uwzględniając wszystkie grupy wiekowe) i wydaje mi się, że pierwszą dziewczyna z GoPRO. Co ciekawe wyprzedziłam wiele osób, które startowały z elitą i VIPami – cóż to chyba brak samokrytycyzmu albo zrozumienia gdzie należało się ustawić do startu.

Ten sam pan z mikrofonem, który powiedział dzieciom, że wyników nie będzie poinformował o startowaniu strefami, po to by na trasie nie było tłoku. Rzeczywiście nie było. Tłok miały tylko dzieci, bo maluchy z rodzicami stały z przodu razem z szybkimi zawodnikami i zawodniczkami. Zgodnie z logiką organizatorów, nie ma co się dziwić bo przecież to tylko dzieci.

Sam bieg bardzo przyjemny, trasa oznaczona co kilometr, miła atmosfera biegu, deszcz nie przeszkadzał, ba nawet uważam, że trochę pomagał bo nie miałam problemów z pyłkami!

Podsumowując gdyby nie to, że zdążyłam się zapisać  do akcji „Biegajmy razem Banku PKO”, przyczepiłam do bluzeczki kartkę „biegnę dla Adasia” to nie mogłabym powiedzieć, że bieg czemuś służył.

A na koniec medal, ehhh jak coś się źle zaczyna to z reguły źle się kończy. Na mecie pani wolontariuszka chciała mi dać medal do ręki. Powiedziała, że nie, proszę mi go założyć na szyję, usłyszałam, że dobrze, ale „nam powiedzieli, żeby dawać do ręki”. Ręce opadają, przecież nawet pan z mikrofonem mówił, że każdy jest zwycięzcą, to dlaczego nie ma dekoracji? Uwielbiam moment, gdy medal jest zakładany na moją szyję, nie zamierzam z tego rezygnować tylko dlatego, że organizatorzy żeby przyśpieszyć wyjście zawodników ze strefy biegowej zalecają wolontariuszom wręczanie medali zamiast wieszania na szyi. Z tego co wiem w biegowym świecie, gdy źle pobiegniemy, gdy jesteśmy na siebie wściekli, gdy coś nie poszło tak jak planowalśmy, to wtedy bierzemy medal do ręki bo uważamy, że nie zasłużyliśmy na dekorację. To decyzja biegacza a nie organizatora biegu.

Było minęło, pozostał jeszcze filmik do zmontowania. Będzie na nim deszcz, wytrwałość dzieci, zaciętość dorosłych biegaczy i szczęście na mecie. Czyli to o co chodzi w bieganiu.


To, że koszulka udawała Asics, to, że dzieci potraktowano niepoważnie, wreszcie to, że musiałam prosić o dekorację, już było. Brzydki medal dołączył do kolekcji. Cieszę się na jutrzejszy trening, bo najważniejsze jest to co będzie jutro a nie było dziś.

Z psami i medalem fot. T.

3 komentarze:

  1. Być może niektórzy lubią moment wkładania medali na szyję, choć muszę przyznać że sama zazwyczaj tego momentu nie pamiętam...( Za to lubię gdy ktoś chodziaż powie dziękuje albo kiwnie głową w podziękowaniu za włożony na szyję medal). Ale chyba jeszcze więcej ludzi lubi gdy nie ma kolejek za metą, a wtedy najważniejszą sprawą jest sprawne rozdawanie wody i medali. Inaczej wygląda sprawa gdy leje deszcz, ty stoisz tam 5 godzinę, w rekach na raz mieści się 15 medali, co chwilę trzeba brać nową serię a biegaczy jest 200 razy więcej niż wolontariuszy rozdających medale.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie to nie było ładne zachowanie. Nigdy nie biegłam co prawda, ale z pewnością poczułabym się zupełnie olana. Takie masowe rozdawanie do ręki, byleby szybciej. Mam też nadzieję, że dzieci nie były smutne - pamiętam, że niesamowicie denerwowało mnie za dzieciaka to, że wszyscy byli wygrani. I niby konkurs, zawody, człowiek się stara, robi co może, a potem nawet nie wie jak wypadł w tym wszystkim :/

    Mimo wszystko gratuluję ukończenia kolejnego biegu i zazdroszczę bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Za to ja miałam "adwenczer" w falenickich lasach. Wybraliśmy się pobiegać, ale nie po słynnej ścieżce, tylko postawiliśmy na bieg w nieznane. I się udało - zgubiliśmy się dwa razy próbując wrócić do Góry Lotników. A ponieważ to był pierwszy test pasa z bidonem, to zapakowałam smartfona z gpsem i dokładną mapą okolic. Wszystko się przydało. Zmoknięci, ale przeszczęśliwi - pierwszy raz przekroczyłam granicę 15km - wróciliśmy do auta. Pas z bidonem "gosportowy" spisał się na medal. Za to w bidonie miałam wodę mineralną z trzema łyżeczkami melasy buraczanej - polecam!

    Zaś lasy falenickie to raj dla biegaczy przełajowych i w sumie te biegi zimowe mogłyby być puszczone spokojnie po tych lasach, a nie po jednej krótkiej ścieżce - kiedy można i półmaraton na trzaskać bez problemu!

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa