14 czerwca 2015

I Bieg Konstanciński imienia Piotra Nurowskiego – relacja


Stylówka uzdrowiskowa z charakterystycznym numerem startowym fot. T.



Plan był taki pobiegać po Konstancinie żeby poznać uzdrowisko, pooglądać piękne domy…. Plan wykonany w połowie – pobiegałam i pooglądałam….mury, płoty i żywopłoty. Tylko w niektórych miejscach zza ogrodzenia „wystawało” coś budowlanego, inna sprawa, że jak już było coś widać to były to albo śliczne nowoczesne budynki albo stare pałacyki – to i oto urocze, jednak tak pozasłaniane, że nie był to bieg, w czasie którego można było coś pooglądać.

Miałam numer ósmy, zameldowałam się jako 18 kobieta (z 169, które ukończyły bieg), w swoje kategorii byłam 8 (według SMSa, albo 9 według nieoficjalnych wyników). Czas z tych wkurzających bo zabrakło 15 sekund żeby z przodu była czwórka. Ale jak na krajoznawczą przebieżkę to stałe tempo 5.04 zadawalające.

Była to pierwsza edycja, jak to bywa w przypadku lokalnych biegów powitaniom i podziękowaniom nie było końca. Potem to już tylko odliczanie i start.

Znajomych biegaczy coraz więcej, spotkałam Ambasadora Festiwalu Biegowego – Jarka, Piotra, który wygrał u mnie pakiet w konkursie na Fan Page Blogu (TUTAJ), była też Renata, która jak zwykle wygrała w kategorii K60, Paulina, z którą biegałyśmy Ekiden, Ela, która zajęła drugie miejsce w generalce, Warszawiaky z najszybszym sommelierem, który na metę wbiegł drugi, Janusz, który organizuje bieg charytatywny. Niezła ekipa znajomych!

 
Ja robię selfie z komórki Jarek z komórki na wysięgniku!

Na mecie z Piotrem i Pauliną fot. D.Szymborska

Wbiegając na metę fot. T.

Kto widział tyle Iphonów na raz? fot. T.



Sam bieg wzdłuż płotów posiadłości całkiem sympatyczny. Tym razem nie było przepychania się na starcie, biegacze ustawili się sensownie! Łokcie można było trzymać wąsko, wolniejsi z tyłu, szybsi z przodu. Na trasie dwie kurtyny wodne plus jedna ogródkowa, picie na 5 kilometrze. Uroczy wolontariusze, którzy mimo bardzo dużego entuzjazmu średnio radzili sobie z wydawaniem kubeczków, ja nie narzekam wodę dostałam.

Na mecie muzyka, medal, woda, lody. Medal z tych okolicznościowych, mi kojarzy się z Iphone, ba ma takie same wymiary jak mój model 5s – co do milimetra.

Do domu wróciłam bardzo zadowolona, bo trening ciekawy, znajomi jak zawsze mili, atmosfera świetna.

Pierwsza edycja, jak dla mnie zakończyła się dużym sukcesem, aż 555 osób ukończyło bieg. Niby nie jakoś bardzo dużo, ale wydaje mi się, że kolejna setka średnio by się zmieściła na trasie, a tak wszystkim (tak sądzę) biegło się dobrze. Obecnie biegów jest tyle, że taka frekwencja na imprezie, która nie ma historii to duży sukces organizacyjny!


Można dopisać do biegowego kalendarza – Konstancin!

Konstanciński Iphone i lody fot. D.Szymborska

1 komentarz:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa