11 czerwca 2015

GP Żoliborza – podsumowanie trzech biegów i ostatnia piętnastka po betonie i szutrze


Moje one, moje fot. D.Szymborska

 Trasa biegu – betonowe płyty, trochę pylącego szutru. Szału nie było. Do tego złośliwe pyłki w powietrzu. Bywa. Narzekać nie będę bo:
a) pyli nie od wczoraj
b) trasa była zgodna z zapowiedzią
c) sama się na bieg zapisałam i chciałam w nim wystartować.

Spaliłam te ponad 1000kcal ale wszystko mnie bardzo boli, moje kolana, kręgosłup nie lubią betonu – kto lubi?

Wczoraj byłam 9 w swojej kategorii, jak na zupełnie mi nieznany dystans (tak, tak nigdy wcześniej nie biegłam 15K na zawodach) to dobrze, jak na tempo, które chcę trzymać na maratonie też OK, jak na wynik to średnio, tyle, że wczoraj, to był trening i bieg po brakujący puzzel do mojej medalowej kolekcji.

15K to już na tyle długi dystans, że fajnie jest się napić czegoś w połowie biegu, niestety organizator (chyba pierwsza wpadka Entre) nie zapewnił wody dla zawodników, owszem butelka czekała, tyle, że na mecie.

Na szczęście biegaliśmy pętle więc przebiegałam obok depozytu, gdzie na stole postawiłam oznakowany bidon – normalnie elita maratońska – napiłam się w biegu, nie chcąc wyrzucać ulubionego (różowego  a jakże) bidonu wręczyłam go zaskoczonemu kibicowi z prośbo/rozkazem – proszę zanieść bidon do depozytu, dziękuję bardzo. Wszystko zadziałało! Picie miałam, bidon czekał w depozycie!


Coś jakoś nie zadziałało - ładne wyglądanie przed startem, albo fotograf zły.....fot. nieznajomy biegacz


Bieg urokliwy jeżeli chodzi o widoki, nad Wisłą ślicznie, ale dający w kość nawierzchnią.

Jak już się kończył beton to zaczynał się szuter, a z racji tego, że długo nie padało to było bardzo dużo pyłu. Miałam go we włosach, na twarzy, cała byłam nim pokryta.

Coraz więcej biegowych znajomości, a na biegach Entre dochodzi jeszcze zawsze miła atmosfera. To taki pewniak – będzie fajnie, będzie babeczka na mecie (albo makaron), ładny medal, punktualny start i dużo znajomych twarzy.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku pobiegniemy inną trasą, tak jak przełaj, który był pierwszym biegiem z cyklu był super (relacja TUTAJ), tak drugi betonowy bieg już mniej mi odpowiadał jeżeli chodzi o trasę (relacja TUTAJ), a wczorajszy, cóż poobijałam się i tyle.

Cała kolekcja fot. D.Szymborska

Zerknęłam na zegarek i....zjadłam babeczkę fot. D.Szymborska

Zegarek nie kłamie....fot. D.Szymborska


Bieganie o dziwnej porze w środku tygodnia – 18.30 – środa – pokazuje, że tak naprawdę nie ma złej godziny na trening! Oczywiście jest trochę zamieszania z odżywianiem, jak zależało mi by dobrze pobiec 5K (6/K30) to długo planowałam co kiedy zjeść, bo jak start rano albo w południe to wszystko wiadomo – jak zawsze, ale z takimi godzinami to lekko nie jest! Był obiad i wszystko zadziałało!


Szkoda, że cykl się skończył, bo dobrze mi się biegało. Medale wiszą obok siebie i bardzo ładnie wyglądają!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa