20 czerwca 2015

Kross Road Tour 2015 – Głowno – pierwsze miejsce w kategorii wiekowej

Ta pośrodku w dresach to ja, cóż nie byłam przygotowana na to, że będę na pudle to się nie ubrałam odpowiednio....fot. T.


Mamy coraz większą wprawę w rozkręcaniu i skręcaniu rowerów. Prawie jak w strfie zmian, tyle, że na 4 ręce. Dziś rozkręcanie/skręcanie/rozkręcanie/skręcanie – czyli byliśmy na zawodach.

Głowno – gdzieś w Polsce. Zasnęłam jak wyjechaliśmy z garażu, obudziłam się by pomóc w nawigacji jak zjeżdżaliśmy z autostrady.

Kross Road Tour – czyli cykl imprez szosowych dla kolarzy i kolarek. Odbiór pakietu startowego, nie przypominam sobie biegów w których trzeba by płacić za numer startowy – tutaj szmatka z czterema agrafkami kosztuje 20PLN, ale jak rozumiem ma służyć cały sezon.

Ostatni sektor – dla debiutantów. Potem jak w kreskówce – Trio z Belleville – tam trener gwizdał a tutaj sędzia odgwizdywał wszystkich startujących. Ogłuchłam i od razu „niespodzianka” z asfaltu kilkadziesiąt metrów kostki brukowej. Szaleństwo trzęsącego się roweru. Przeżyłam. Potem peleton mi uciekł.

Plan pierwotny był byle dojechać i nie dać przegonić sędziom zamykającym wyścig i otwierającym ruch drogowy. Po kilku kilometrach, zmieniłam strategię, zaczęłam wyprzedzać. Spodobało mi się.

Zostawiłam sobie siły na ostatnie kilometry, niestety taktyka może i była dobra ale niewykonalna. Najpierw obok mnie przejechał TIR. Blisko było. Nie zaliczam się do osób przeklinających, ale dziś było inaczej. Ledwo dysząc sobie poprzeklinałam. A ostatnie 5 kilometrów to była jedna duża wiązanka, bo nie wiadomo dlaczego, bez uprzedzenia wznowiona ruch drogowy. Policja stała w korku i przez krótkofalówkę podała dalej, że kolarze jadą i mogłam przejechać przez skrzyżowanie! UFF.

Byle do mety. Szczęście – nie było gleby za to było pudło. Po chwili od wjazdu na metę przyszedł SMS – 7 kobieta w OPEN i 1 w swojej kategorii wiekowej. YEAH!!!!!


Cudowne uczucie tak stać na pudle....tym bardziej tym najwyższym...fot. T.


Mieliśmy szybko wracać do Warszawy, no ale przecież dekoracji to nie odpuszczę, do tego jeszcze najwyższego miejsca na pudle!!!

Warto było poczekać, pan burmistrz Głowna, pani z Kross’a to oni wręczali medale. Cudowne uczucie, tak się schylić z pudła, żeby można było na mojej szyi powiesić medal.

Dziękuję mojemu trenerowi kolarskiemu, słucham się i są efekty. Jeszcze super dużo pracy przede mną, ale takie zwycięstwa dają moc.

A o suplementacji po zawodach to napiszę jak ochłonę, bo rumieńce mi z buzi nie schodzą!

Medal wisi na honorowym miejscu, wśród tych z triathlonu, choć ten to powinien być koło pucharów, bo nie jest „za ukończenie” tylko za PIERWSZE miejsce w kategorii wiekowej!


Po takim starcie, wynikach, jak tu nie kochać rowerowania? Choć wszystko mnie boli…..ale to nie jest takie ważne, zawsze można dokuśtykać do przedpokoju i sobie na medal popatrzeć!

Piękny prawda? fot. D.Szymborska

Lansik przed startem fot. J.


2 komentarze:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa