4 maja 2013

She Runs The Night – trening na Polach Mokotowskich


Z trenerem Jarkiem fot. T.
10 rano Pola Mokotowskie w Warszawie. Pod tablicą z nazwą Nike zbierają się dziewczyny. Przekrój wiekowy bardzo różny, najstarsza jest trenerka, Olimpijka, dla koleżanek z treningu - Ania. Przybiega też kolejny trener Jarek. Jest nas kilkanaście biegaczek. 

Zaczynamy od rozciągania – Jarek bardzo je lubi, Ania za nim nie przepada. Rozciągamy się chwilę, potem ruszamy truchtem. Grupa dzieli się na dwie części, z Anią zostają te dziewczyny, które dopiero co kupiły buty biegowe i jest to ich jeden z pierwszych treningów, z Jarkiem biegną te, które „już-coś-kiedyś” biegały. Tempo bardziej niż konwersacyjne. 

Po około 1.5K przerwa na ćwiczenia. Fajne w parach, potem znów trochę truchtamy, kolejna stacja pompki przy ławkach, czekamy na resztę i biegniemy a bardziej joggingujemy dalej. Kolejne zabawy biegowe, trochę rywalizacji. Choć wydaje mi się, że dziewczynom, które przyszły na trening nie rywalizacje tutaj chodzi. I powrót pod tablicę. 

Przebiegliśmy 5.261K (tak pokazał mój Timex, który dziś złapał satelity od razu jak tylko go włączyłam). Dziewczyny są zadowolone. Kończymy rozciąganiem. To wszystko trwało chwilę ponad godzinę. 

Teraz już wiem jak wyglądają treningi. Jeżeli miałabym je scharakteryzować w kilku słowach to nazwałabym je bardzo spokojnymi, babskimi i przyjemnymi. Ania i Jarek udzielają rad podczas biegu, pilnują by ćwiczenia były dobrze wykonywane. Jednak to wszystko dzieje się powoli, taki relaks biegowy w sobotę. Zupełnie inny styl trenowania, niż mam na co dzień. Nazwałabym to spotkaniami biegowymi. 

Zdziwił mnie brak rywalizacji – przecież można było się pościgać, pokazać jak która dobrze może zrobić pompki czy coś w tym rodzaju. W takiej jakości treningu zupełnie się nie odnajduję. Z tego co zauważyłam dziewczynom się podobało.

Ze spotkania wróciłam nagadana, zadowolona, ale też zaskoczona. Jeżeli z kimś biegam to, to są chłopaki, jeżeli z kimś ćwiczę piłki albo płotki – to, to są chłopaki. Nasze trenowanie to też obserwowanie się nawzajem i jak by nie było rywalizacja. Bo przecież o to mi chodzi w bieganiu, o porządny trening, który w dniu wymarzonego startu przyniesie efekt.

Doczytałam, że są jeszcze treningi na Agrykoli, myślę, że też się wybiorę bo jednak inaczej ćwiczy się na stadionie niż tak sobie w parku.

Tablica biegowa i ja fot. T.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa