28 maja 2015

Motywacja – ta sportowa może wykończyć, a pracowa (raczej) nie!

Piramida rzeczy ważnych i ważniejszych? fot. D.Szymborska


Odkąd dużo osób biega (czyli od jakiś dwóch miesięcy, jak zrobiło się znośnie ciepło) co rusz trafiam na tekst motywacyjny, o tym jak wstać z kanapy i  zawiązać buty. Słowo endorfiny jest częstsze niż znaki interpunkcyjne.

Dalej pojawiają się komentarze, o tym jak mi się nie chciało, ale się zachciało – oczywiście po przeczytaniu motywacyjnego tekstu. Wtedy komentarz pod komentarzem mówi, że super, że teraz innej osobie się nie chce, ale jak czyta, że komuś też się nie chciało, ale się zachciało, to jej też pewnie się zachce. Ot taki motywacyjny łańcuszek.

Pewno jest w tym dużo dobrego, dużo energii, endorfin kilka sof i foteli, z których ktoś kiedyś wstał i pobiegł.

A ja z drugiej strony, po tym jak usypiam na stojąco po przepłynięciu w dobrym czasie 1000m kraulem, myślę, że czasem dobrze jest na tej kanapie chwilę dłużej posiedzieć i pomyśleć. Pewno nie będzie endorfin ale też będzie miło, z sofy można przejść do stołu, usiąść i zacząć pisać….

Motywacja, ambicje to coś co może wykończyć! I w przenośni i dosłownie. Są różne wykończenia – fizyczne jest z tych definitywnych, a psychiczne jest jedną z jego odmian.

Padając na nos, wspinając się po drabince na basenie – taki obciach wśród pływających, pomyślałam, że to smutne, że motywacja sportowa zabiera motywację z innych dziedzin życia.


Dlatego teraz staram się dzielić motywację – „endorfinki” sportowe i „endorfinki” pracowe. Te pierwsze dużo łatwiejsze do uzyskania – wystarczy 20 minut ciągłego pływania, albo 40 minut ciągłego biegania, albo też 60 minut ciągłej jazdy na rowerze. Te drugie, pracowe to wymagają więcej czasu, rzadziej się pojawiają, i niestety jakoś szybciej znikają…

Zerknęłam na fejsa, nie utknęłam na godzinę, tylko zerknęłam, cóż znajomi chwalą się kilometrami, milami (w czym tam swoje treningi liczą), ale jakoś swoją pracą nie. Z wyjątkiem kilku pisarek, które informują o kolejnych napisanych stronach, to reszta woli przyczepiać na swoich stronach Bukę, konkursy, które wbrew regulaminom FB wymagają reklamy na „ścianach” uczestników, oczywiście jest dużo kotów, bywają dzieci, aktywistki nie zapominają o emigrantach, społeczniczki – milion udostępnień by serduszko kogoś dalej biło itp. Każdy ma taką ścianę jaką lubi. Patrzę na swoją: jedzenie, sport, jedzenie, czasem link do jakiegoś artykuły, nie ma zdjęć kotów i dzieci, nie ma konkursów. Nie ma też motywacji do pracy. 


Zmykam, endorfiny pracowe, te bardziej wymagające wkrótce się pojawią. A że napływałam te 1000m to…..

2 komentarze:

  1. Dota, bardzo chetnie bym Ci o swojej pracy pisała, ale nie mogę :) a poważnie zgadzam się z tym postem całkowicie- dlatego sport to nierzadko przeniesienie ambicji... bo "łatwiej/szybciej" :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, wiem, że to jest bardziej skomplikowane....co nie zmienia faktu, że z pracy też można się cieszyć :) a czy sport jest łatwiejszy? nie zawsze ale na pewno łatwiej wybiegać medal i dostać podwyżkę!!!
      dzięki za komentarz :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa