3 maja 2015

Łurzyckie Ściganie – czyli moja pierwsza jazda na czas

Przed startem fot. T.


Zapisałam się jak tylko ruszyła strona. Zależało mi na tych zawodach, nigdy wcześniej nie startowałam w zawodach kolarskich.

20K – dystans znany z triathlonów, ale tutaj w zupełnie innej wersji – na starcie pochylnia (aaaaaa!), ruch otwarty (aaaaaa!), kilku wolontariuszu na trasie pokazujących gdzie jechać (aaaaaby się tylko nie zgubić!!!!!), profi zawodnicy…..byleby nie być w ogonie…..

Już za mną i czekam na kolejne zawody, ba ja się ich doczekać nie mogę! Super organizacja, świetna atmosfera i nawet moje najulubieńsze babeczki na mecie!

Z takimi zawodami to jest bardzo dużo zamieszania, tym razem do auta pakowaliśmy dwa rowery – czyli 4 pedały i 4 koła trzeba było odkręcić po to by je przykręcić na miejscu, potem pojechać i odkręcić wszystko by znów zapakować do auta i potem po raz czwarty wszystko poskręcać w garażu.


Zdrowie kolarzy można pić też z kubka fot. D.Szymborska


Pewno mogłam pojechać rowerem na start, ale ja naprawdę nie przepadam za jazdą w ruchu ulicznym (delikatnie rzecz ujmując), nie żebym narzekała, to po prostu jest czasochłonne i tyle.

Opacz – bocian, który albo jest głuchy bo ma gniazdo przy szkole albo lubi słychać muzyki – komunikaty, muzyka przy biurze zawodów to wszystko nie robiło na boćku najmniejszego wrażenia.

Przed startem oglądanie rowerów, rozmowy o sprzęcie. Trzeba przyznać, że chłopaki to czasem mają lepszy rower niż auto, którym jeżdżą! Się naoglądałam naprawdę szybkich rowerów!

Start – punktualnie co do minuty – bo tak to było zorganizowane. Pochylnia – dałam radę to potem nic tylko jechać.

Trasa piękna z momentem złego asfaltu, ale moim zdaniem jak na nasze drogi to rewelacyjnie wytyczona. Widoków za bardzo nie oglądałam bo starałam się jechać jak najszybciej.

Meta i babeczka. I do domu. Mogłam czekać na wyniki ale wolałam rodzinne śniadanie, zerknę wieczorem do sieci.

Jazda na czas ogromnie mi się spodobała! Jest zabawa, jest rywalizacja jest rowerowanie!


A tu jeszcze pół niedzieli przede mną! To się nazywa udana majówka!

To "ta" babeczka fot. D.Szymbroska

4 komentarze:

  1. ja na pewno bym sie zgubila, moja orientacja w terenie wola o pomste do nieba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja orientacja w terenie również nie należy do najlepszych - biegi na orientację odpadają! tutaj to wszytko było super zorganizowane :) na skrzyżowaniach stali wolontariusze i Policja - nie można było się zgubić :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa