25 lipca 2015

Challenge Poznań – dzień pierwszy – SPRINT

Trzymając się zasady, że przed startem wygląda się najładniej...fot. T.


Ukończyłam. Uff. Medal wisi już w przedpokoju. I….i już na spokojnie mogę napisać relację.

Challenge w Poznaniu nie był w planie moich startów, ale….no właśnie chciałam zobaczyć, poczuć i wziąć udział w wydarzeniu, które jest „markowym” produktem imprez TRI. Pierwsza edycja zawodów z grupy Challenge Family – we are triathlon!

Wpisowe, w cenie Polskiej, pakiet startowy (opis TUTAJ) bogaty, organizacja…. no właśnie, krytykować można jak coś nie zadziała, a tutaj wszystko (w moim przypadku) zagrało. Choć widać było, że wszystko na ostatnią chwilę, wczoraj czekałam aż pan naklei oznaczenia żeby móc powiesić rower, dziś rano nie było jeszcze wyjścia ze strefy zmian „na bieg”…

Chyba tym co mi się najmniej podobało to, to, że to były zawody bez wyrazu. Takie, niby z rozmachem ale jakoś niedopracowane. Do tego, po odprawie byłam przekonana, że zawody będą starannie sędziowane, były podane strefy w których można wyrzucić śmieci, była mowa o karaniu draftingu i…..ŻADNEGO sędziego na motorze/skuterze przez 20K nie spotkałam.

Czuje się trochę jak ta głupia uczciwa, mogłam tak jak inna zawodniczka poprosić znajomego, kolarza żeby mnie prowadził….na szczęście zawodniczkę i jej prywatnego zająca udało mi się wyprzedzić…. Ale zwyczajnie nie lubię takich oszustw, podobnie było ze falami wchodzących do wody. Dziewczyny, startujące w sprincie wchodziły w drugiej fali w niebieskich czepkach, dotyczyło to wszystkich kategorii – K. I co? I w pierwszej fali były, wpuszczone przez sędziego dziewczyny. Po co? Nie wiem, wiem, że niezgodnie z regulaminem.

Takie zgrzyty bolą. Do tego, po rozmowie z kibicem wiem, że to nie były widowiskowe zawody, nie było możliwości przechodzenia tak, by kibicować „swojemu” zawodnikowi.

Myślę, nie jestem pewna, że za rok do Poznania się nie wybiorę.

Oczywiście jestem szczęśliwa, że zawody ukończyłam, mogę sobie pluć w brodę, że nie popłynęłam tak jak chciałam (tym razem dla odmiany, rozsądnie wystartowałam ale udało mi się zakrztusić wodą po drugiej bojce, tak, że obciachowo żabkowałam żeby złapać oddech), rower – ok, wysoka kadencja – treningi przynoszą efekt. Bieg, cóż teraz wiem czym bywają skurcze… meta – super! Medal na mecie, piwo, lody….wszytko dla „finisherów”.

Jak na razie triathlon ja – 0:7. Cieszę się, wiadomo, że marzy mi się start, taki po którym w relacji nie będę się żalić co mi nie poszło…..ale to chyba właśnie jest takie fascynujące w TRI, że zmiennych jest wiele, oj bardzo wiele, część zależy od zawodnika, część nie…. A szczęścia zawsze potrzeba najbardziej!

Podsumowując – Challenge Poznań – Sprint

Dobre:



·      Niskie wpisowe,
·      Bogaty pakiet startowy,
·      Oznaczenia co 5K na trasie rowerowej,
·      Świetny asfalt, wypełnienie szyn tramwajowych tak by łatwiej było przez nie przejechać,
·      Informacja o nawrocie za 100m,
·      Oznaczenia co 1K na trasie biegowej,
·      Sympatyczna strefa za metą.

Niezbyt dobre:

·      Śliskie schody przy wyjściu z wody, przy okazji ogromne podziękowania za dzielnych wolontariuszy, którzy wyciągali triathlonistów z wody!,
·      Bardzo, bardzo długi dobieg z wody do strefy zmian – pod górkę!
·      Dziwne rozplanowanie strefy zmian z jakimiś namiotami (co?/po co? Nie wiem bo przebieralnią to nie było),
·      Super długi bieg z rowerem,
·      Trasa rowerowa wzdłuż ekranów wygłuszających,
·      Zero pilnowania draftingowców na trasie rowerowej,
·      Wybieg na trasę biegową przez namiot (patrz jw.),
·      Brak parkingu w okolicy zawodów,
·      Przy wyjściu ze sprzętem (rower, pianka i cała reszta pozostawiona w strefie zmian) zero kontroli – pan sędzie powiedział mi do widzenia, nie było sprawdzania opasek/numerów/zdjęć – cieszę się, że triathloniści sprintowcy byli uczciwi,
·      Zmiany niezgodne z publikowanym regulaminem – można było rano wstawiać rowery do strefy zmian,
·      Bez sensowna odprawa techniczna – pokazanie na slajdach wiadomości z biuletynu zawodów,
·      Brak kibiców na trasie (dziękuję wolontariuszom, którzy klaskali i trzem grupom kibiców, w tym dwóm grającym).


Tym sposobem, mimo, że ukończyłam, byłam 16 w kategorii wiekowej, nie narzekam ale więcej się tam nie wybieram, wolę SUSZ! Człowiek uczy się na swoich doświadczeniach…..


Dopływanie do lini startu fot. T.

W końcu na lądzie, podobno wyglądałam jak bohater spotu - tonący nie krzyczą....ale wypłynęłam fot. T.

Przebieżka z rowerem fot. T.

W poszukiwaniu wyznaczonej strefy, w której mogłabym wyrzucić butelkę nie narażając się na karę fot T.

Biec do końca....fot. T.

Czas, czaem ale się zganiałam fot. T.

13 komentarzy:

  1. Gratuluję! Możliwe, ze podawałam Tobie gąbkę z wodą lub żel przy termach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorzucając do niezbyt dobrych o godzinie 12:30 zabrakło wody na naszym punkcie. Po 2 Brak reakcji organizatorów na jej brak...

      Usuń
    2. ja wodę dostałam :) za co zawsze jestem wdzięczna wolontariuszom i wolontariuszkom, bo praca ciężka, a czasem ze zmęczenia potrafię zapomnieć o uśmiechu i podziękowaniu....ale doceniam :) serio! dzięki :)

      Usuń
  2. Gratuluję! Potwierdzam jako kibic, było nas strasznie mało :( nawet jeśli zdarzyła się grupka kibiców, w ogóle nie pomagali. Staralysmy się z koleżanką nadrobić za wszystkich ale niestety nie da się hałasowac za cały tłum :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale każdy kibic pomaga :) i bardzo dziękuję za doping :) do zobaczenia na kolejnych zawodach :) bo ja czasem też jestem kibicką i wiem jak to męczy....to ciężka praca taki dobry doping :)

      Usuń
  3. Z moich minusów wskażę takie:

    - kompletny brak parkingów w pobliżu. Chciałem podjechać na parking obok Term - trasa kolarska to uniemożliwiała. W efekcie zostawiłem samochód obok Politechniki i szedłem jakieś 3 km na miejsce startu z pianką w ręku...
    - bardzo długi i pod górkę podbieg do strefy zmian i potem z rowerem
    - po zawodach dłuugie oczekiwanie na wydanie depozytu.

    Generalnie pod kątem atmosfery bardziej podobało mi się w Bydgoszczy 2 tygodnie temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ja też dużo spacerowałam z rzeczami do strefy zmian a potem z rowerem i pianką do auta....kilka kilometrów piechotą było.....

      a ilość metrów jakie przebiegłam z rowerem - dobiegi i wielka strefa zmian - wielka, i do tego tego tak zaplanowana, że bez szans dla kibiców....

      co do depozytu, to nie wiem co się działo bo na szczęście miałam kibica do trzymania moich ciuchów :)

      Usuń
    2. Zapewne z tym parkowaniem mieli problemy zawodnicy z poza Poznania. Na przyszłość starajcie się dojechać na Rataje, czyli dalej ulicą pod górę. I na pewno znajdziecie miejsca, stąd do strefy rowerowej było 500-600 m. Do strefy startu około 800. Ale rozumiem te wątpliwości. Nie za bardzo rozumiem dlaczego przeszkadzały namioty było czytelne to gdzie wbiegasz i gdzie wybiegasz. Podbieg do strefy rowerowej też mi nie odpowiadał. Myślę, że organizatorzy pilnie czytają te wszystkie nasze uwagi.

      Usuń
    3. Dzięki za komentarz, zgadza się ja nie z Poznania, myślę że dużo osób miało problemy z parkowaniem, a niektórzy jeszcze większe jak znaleźli "listy" od Straży Miejskiej za wycieraczką.
      Co do namiotów, to rozumiem, że zostały rozstawione dla tych co startowali dzień po, tyle, że jeszcze przed startem upewniałam się jak będzie wyglądał dobieg do strefy i sędzia mi powiedziała, że tak jak wprowadzałam rower a był przez namiot - ot taka niespodzianka, a jak wiesz w dniu zawodów niespodzianki są niemile widziane.
      Tak, chciałabym żeby to organizatorzy czytali :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. niestety tak, choć na szczęście na mnie to się jakoś specjalnie nie odbiło :) z czego się bardzo cieszę :)

      Usuń
  5. Miałem długi komentarz, ale mi zniknął. Podłączam się do hejtu. Ogólnie impreza była w porządku, ale challenge miało zmienić historię polskiego triatlonu. Jak na razie zmieniło na gorsze. I przy rosnących opłatach za start nie widzę zupełnie powodów, żeby startować tu ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja nie pisałam hejtu, to była relacja. Zawsze się staram znaleźć coś dobrego, ale podobnie jak Ty oczekiwałam czegoś więcej od zawodów pod tą nazwą...

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa