26 lipca 2015

We Ride Rapha Womens 100 – Polska – Warszawa

Dziś w Warce było (chyba) najwięcej kolarek w Polsce


128 kilometrów w super towarzystwie DZIEWCZYN NA SZOSACH! Teraz będzie nudno, dla tych co lubią czytać o jakiś niedopracowanych szczegółach, błędach innych, czy beznadziejnych imprezach. Będzie tylko miło, cukierkowo, a bardziej szarlotkowo i czasem bardzo różowo.

20 dziewczyn na szosach dziś wspólnie przyjechało ponad 100 kilometrów. Zadanym dystansem była setka – świętowałyśmy przy sklepie spożywczym, gdzieś na wsi mazowieckiej.

Karolina z Dupery na szosie razem z We Ride zorganizowała super jazdę – We Ride Rapha Womens 100 to dzień w którym dziewczyny na całym świecie wsiadają na swoje szosy i jadą 100 kilometrów, to co ważne jadą ze sobą, tylko w babskim gronie.

Zgłoszonych na stronie Rapha było na dziś 8.841 dziewczyn, z tego 20 to byłyśmy my, te które wyruszyły z Wilanowa do Warki, zjadły szarlotkę, zrobiły sobie fotkę i pojechały z powrotem.

Organizacja na tip top. Zbiórka w kawiarni/sklepie (otwartym tylko dla nas), samochód serwisowy (przydał się), profesjonalne prowadzenie i wspieranie peletonu.






Zanim ruszyłyśmy, krótkie szkolenie dla tych, co znaczków peletonowych nie rozumieją. Każdy ruch ręką ma znaczenie. Ruszyłyśmy, jechałyśmy w dwójkach, każda miała okazję poprowadzić peleton – co za uczucie!

Jechanie na kole, dla mnie to duże wyzwanie, tym bardziej, że mnie jako triathlonistki obowiązują zasady, zupełnie inne – na zawodach minimum 10m odstępu, a tutaj pożądane jest 10 tyle, ze CENTYMETRÓW!

Jazda w peletonie jest cudowna, można się nagadać! Serio, nawet szybkie tempo (jak dla mnie) pozwala pogadać z koleżanką. Zmieniałyśmy swoje pary, po to by się poznać. Takie plotki przez kilka godzin. O wszystkim, chłopakach, rowerach, życiu….

Karolina opracowała trasę tak, byśmy jechały bocznymi drogami, chłopaki z We Ride dbali o to by to auta się nas bały a nie my ich! Nie było problemu ze skrętem w lewo, nawet na większej drodze!

W Warce czekały na nas zarezerwowane stoliki, w kawiarni na rynku. Szarlotka po 64 kilometrach smakuje wybornie!

Uroki kolarstwa - w środku treningu można się kawy napić i ciacho zjeść...fot. D.Szymborska


Po pamiątkowym zdjęciu zaczęłyśmy wracać. Na 100 kilometrze, jedna z uczestniczek, która pierwszy raz przejechała setkę kupiła Dorato i…. świętowałyśmy! Było strzelanie z korka i wielka radość! A potem….potem jechałyśmy dalej.

Dawno nie spędziłam tak dobrego, kobiecego dnia. Cieszę, się, że poznałam tyle dziewczyn, które jeżdżą. Część z nich to świetne zawodniczki, inne tymi świetnymi zawodniczkami dopiero się staną. Wszystkie były wesołe, miłe i wszystkich „noga dawała”.
Podobno będą kolejne, babskie jazdy. Ja się na to piszę. Bo w takim towarzystwie jazda to przyjemność, a dzisiejszy „event” to wielki sukces organizatorek, za co dziękuję!

Wlepkę już mam, a teraz czekam na naszywkę i kolejne babskie jazdy!

A teraz mogę sobie paść, bo wczorajsze zawody i dzisiejsza jazda dość mnie zmęczyły, ale przekonałam się, że nie tylko bieganie powoduje endorfiny, dziewczyny na szosach też doładowują nawet najbardziej zmęczony organizm.


Podobno szosa jest kobietą…..

2 komentarze:

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa