8 lipca 2015

Kilometry z rana

Po burzy zawsze jest słońce....fot. D.Szymborska



Wiadomo, że jak się kupi nowe szpilki to się w nich po domu chodzi, nową torebkę wiesza się na krześle. Przynajmniej ja tak mam. Nowe oznacza, że trzeba to coś wypróbować, najlepiej w warunkach do których zostało stworzone!

Plan na dziś był taki – pośpię chwilę dłużej. Dobry plan. Jednak wczoraj kupiłam nowe spodenki rowerowe…..

Pewno, że pochodziłam w nich po domu, ale ani to wygodne ani super twarzowe. Dlatego dziś chwilę po 6 rano, w nowych spodenkach, siedziałam już na siodełku rowerowym.

Tyle radości z rana! Spodenki, po pierwszej jeździe, super. Zobaczymy jak będzie dalej, ale na razie wszystko mi w nich odpowiada, są krótkie, przewiewne, mają odblaski, świetnej jakości wkładkę….

W nocy była burza, dziś też trochę kropiło. Śliskim asfaltem nie przejmowałam się tak bardzo, jak tym, że sobie błotem wybrudzę NOWE spodenki! Wiadomo, że chlapie bo ja błotników nie mam.

W sieci coraz więcej hejtu, wyśmiewania się z tych co to się chwalą swoimi treningami, że to obciach wrzucić „na ścianę” zrzut z endomondo albo innej aplikacji treningowej.

Pewno, że zdarzają się ludzie, którzy na trening wychodzą, po to by zrobić sobie sportowe selfie. Śmiesznie nie? Choć z drugiej strony, te osoby też wyszły na trening! Czyli coś zrobiły! Lepsza przebieżka z fotkami co pięć kroków, niż selfie z kanapy!



Mało zdjęć z treningu, bo a) nie robię fotek jak trenuję b) nie chciałam wyciągać telefonu z kieszeni jak padało. 

Trzymam się zwyczaju, że zdjęcia można robić albo „przed” albo „po”. Te „po” oznaczają czerwoną, spoconą, ale bardzo radosną buzię. 

Ostatnio skłaniam się w stronę zdjęć pamiątek. Wiadomo, że się nie zatrzymam na rowerze tylko po to by pstryknąć widoczek, ale czemu na koniec treningu nie sfotografować pięknej, oglądanej X razy kałuży. 

Dziś jeździłam pętelki, i w ramach urozmaicenia nudy z monotonnej jazdy, przeprowadzałam konkurs na najładniejszą kałużę….

Takie efekty zakupów – dodatkowy trening już zrobiony!


Zdjęcie – dowód – jest, radość również, tą zdecydowanie trudniej sfotografować, by napisać o niej na „ścianie”, a swoje w nogach mam!

1 komentarz:

  1. Uh, a ja przeciez jestem boginia samojebek (pardon my French) po treningach :) nie zawsze je na walla wrzucam, bo widze, ze te ograniczona ilosc i tak towarzystwo komentuje przesmiewczo (w nosie to mam), ale co ja poradze na to, ze jestem zawsze po najszczesliwsza dziewczyna pod sloncem i musze to uwiecznic (a podobam sie sobie wtedy najbardziej) :) i tak dzis po bieganiu rano bylo selfie, a po spinningu w porze lunchu sie zaniedbalam, bo spieszylam do pracy :D
    A propos nowego sprzetu i ciuchow: jutro bede dreptac w moich nowych HOKAch, doczekac sie nie moge :)

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa