16 lipca 2015

Tribute to Majka! Czyli moja fascynacja szosą!

Z uśmiechem na szosie!


Uwielbiam bieganie, ogromną frajdę mam zarówno z treningów w lesie, na tartanie czy po asfalcie. Wielką przyjemność sprawiają mi starty w zawodach.

Z pływaniem, cóż, to moja najsłabsza dyscyplina w triathlonie, poświęcam jej dużo uwagi, czasu i zaangażowania, wierząc, że przyjdzie taki moment, że woda (nawet ta otwarta) mnie polubi…

A rower? Pomimo tego, że to już drugi sezon szosowania to dopiero teraz odkrywam to jak cudownie jest pędzić po asfalcie. Słowo „pędzić” jest dość względne. Wczoraj przeczytałam, że Kwiato jechał ponad 100km/h w górach…..szybko jak na jazdę autem, a rowerem?! Dla mnie niewyobrażalna prędkość, oczywiście było z górki ale dla mnie przekroczenie magicznej czterdziestki (nie rocznikowej!!!!) było sporym wydarzeniem!

Wczoraj Majka wygrał odcinek w Pirenejach. Tam to są podjazdy, kilka lat temu to były dla mnie tylko podbiegi, ale zabójcze bo dochodziła do tego wysokość nad poziom morza. Tak jak nie miałam (dwa razy) problemów z skyrunningiem na Teide tak Pireneje dawały mi bardzo w kość. Trasy, które normalnie zajmowałyby mi  60 minut tam wymagały dołożenie dodatkowych 30 (relacja TUTAJ). A chłopaki gnają tak na rowerach….ehhhh

Pewno, że zazdroszczę klimatu, kondycji, przygotowania i techniki jazdy zawodowców. Od poniedziałku zaczynam profesjonalne treningi kolarskie. Wiem, wiem środek sezonu triathlonowego, ale lepiej późno niż wcale. Na szczęście we wrześniu jest jeszcze kilka wyścigów kolarskich do pojechania, a dwa miesiące pracy treningowej to już sporo.

Taką namiastkę tego jak to jest jechać w dużym wyścigu miałam jadąc w Krokowej, kolorowa meta, napisy na asfalcie i publiczność. Tam to była na ostatnich 50 metrach. Lepsze to niż nic….


Dla wciąż nieprzekonanych, lista rzeczy, które uwielbiam w jeździe szosowej:


·      Wiatr – oczywiście wolę jak wieje w plecy a nie w twarz albo bok, choć jakoś mam zawsze poczucie, że zawsze jeżdżę pod a nie z wiatrem,

·      Lekkość – cudowny, karbonowy rower daje poczucie tego, że wszystko zależy tylko od siły w moich nogach,

·      Widoki – ot dużo łatwiej przejechać 50 kilometrów niż je przebiec (więcej niż 42.195 to nie przebiegłam nigdy) – można poznawać świat, choć najczęściej, w moim wypadku są to pola i lasy, ale piękne!

·      Inny rodzaj wysiłku – tu nie tak łatwo stracić oddech, zmęczenie jest zupełnie inne niż to w czasie biegania czy pływania, niby puls niezbyt wysoki a mięśnie wykończone,

·      Piękno sprzętu – nic na to nie poradzę, że lubię się otaczać ładnymi przedmiotami, gadżetami, a rower piękny, dodatki również, nawet nie muszę jechać, wystarczy patrzeć i się cieszyć jakie śliczne koła, rama, klamki….

·      Nowość – tak jazda szosą jest dla mnie wciąż nową fascynacją, dlatego dużo mam do nauczenia się, wiele rzeczy (technicznych) jest wciąż nowych, a to sprawia ogromną radość!



Dlatego tym bardziej nie mogę się doczekać niedzieli, mam zaplanowany 60 kilometrowy trening i bardzo się na niego cieszę….

2 komentarze:

  1. Aż wstyd przyznać, ale ja jeszcze na rowerze w tym roku nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to już w ten weekend jak masz chwilę (i rower) to możesz to zmienić :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa