5 lutego 2015

Skoki do wody i japoński obiad

Drugie danie fot. D.Szymborska

Dziś uczyłam się (przez pół treningu) skakać do wody. Cóż nie jest łatwo. I jak się okazuje, małe rzeczy mogą jeszcze to wszystko utrudniać. Pisałam o tym jak stałam się ekspertką od odmrażania palców u nóg. Oczywiście jest już dużo lepiej (no z wyjątkiem jednego, który nie wygląda tak atrakcyjnie, żeby w poście o jedzeniu opisywać jego wygląd) ale tak normalnie to jeszcze nie. Żeby prawidłowo wskoczyć do wody to trzeba stanąć na słupku do skakania, zaczepić się palcami o brzeg i wykonać skok. Samo wchodzenie na słupek – widok na basen w dole (ciekawe słupek nie ma metra nawet a panorama taka jakbym wlazła na wieżę) to już jest stresujące zajęcie. A skakanie – no cóż to już jest inna opowieść. Dziś było dużo najróżniejszych ćwiczeń….się skacze, się skacze ale dużo jeszcze skoków przede mną…. A tutaj okazuje się, że palce co im się było trochę za bardzo zmarzło tak nie „chwytają” jakby powinny…..ehhh

Jak już napływałam, naskakałam to bardzo zgłodniałam. A że dziś dzień z tych poukładanych inaczej jak basen o nienormalnej porze to i lunch się trafił. Jak już lunch wypadł w centrum handlowym to i zakupy spożywcze też….

Z torbą ze szpinakiem pod stołem usiadłam i zamówiłam zestaw japoński. Stolik obok usiadła para. Zdjęcia jedzenia cyknęłam, jem sobie i patrzę na bluszcz – w Tokyo Sushi mają taki, żywy śliczny. Patrzę na bluszcz, patrzę ale powoli wciągam się w rozmowę stolik obok. Państwo razem pracują, on zaczesany, beznadziejny w brązowych butach do czarnego garnituru, ona śliczna, zadbana ładnie ubrana w kostiumik z taką super pikowaną kurteczką. Młodziutka. On cały czas gada, wow tak głupio gadającej osoby to dawno nie słyszałam. 



Nie żebym podsłuchiwała, ale pan był tak męcząco głośny, że cała sala słuchała i zastanawiała się (tak sądzę) jak ta pani to znosi. On mądrzył się, pozował, tokował, ona ze spokojem jadła lunch. On swoje ona nic – pałeczki – talerz – usta – pałeczki. Robi się coraz głośniej. Ja już kończę herbatę, zastanawiam się nad zakończeniem historii dwa stoliki dalej. A tu słyszę – dziękuję za lunch, właśnie wysyłam ci moje wypowiedzenie, mówi pani klikając w telefon. Poprosiłam o rachunek. Poradniki radzą, by umawiać się w miejscach publicznych by unikać scen…..jak wychodziłam było głośno…..


A zjadłam zupę, dwie malutkie sałatki i zestaw maków – banalnie, prosto, szybko, w pakiecie było jeszcze przedstawienie, dwóch aktorów miało maski ale tylko jeden był na obcasach, wszystko się zmienia i w japońskim teatrze grają też kobiety…..

Zupa i sałaty fot. D.Szymborska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa