5 lutego 2015

Bo wiesz JA na diecie jestem…



Jestem na diecie od 2 stycznia. Efekty są, jak to się mówi będzie dziesięć na minusie to się pochwalę, na razie „się chudnie”. Jeden dzień lepszy, drugi gorszy, codziennie rano waga, w czasie dnia obowiązuje excelowa tabelka – co zjadłam, co wypiłam wpisuję. Do tego subiektywny poziom siły do ćwiczeń. Mozolnie, nudno, systematycznie, ale na szczęście z efektami.

Ostatnio coraz więcej osób mówi mi o tym, że jest na diecie. Super! Cieszę się, że postanowiły schudnąć, zamienić tłuszcz na mięśnie, ale….  dieta to prywatna sprawa!

Pewno, że potem można przyczepić zdjęcie – przed i po. Ba można nawet do Chodakowskiej wysłać. Nigdy nie śmiałam się z tych dziewczyn, pań – to kawał dobrej roboty, który nie był łatwy (lekki, smaczny). Z drugiej strony takie informowanie, o każdych 100g to już przypomina zrzucanie wszystkich treningów z endomondo na ścianę Facebooka…. coś na co zerkamy, pomijamy i tak naprawdę przestajemy zwracać uwagę, bo to na uwagę nie zasługuje.

Społecznościowa dieta jest taka zła, jak ta opowiadana w restauracji. Jak idę na obiad z kimś na diecie, to nie po to by wysłuchać, że moja zupa to na pewno ma ponad 600, a drugie danie to może i z 800. A jak zaczyna o tłuszczu, nienaturalnych składnikach to już odechciewa się jedzenia.  Wniosek z osobami na diecie nie zawsze należy chodzić na wspólny obiad.

Dalej, osoba dietująca w domu – je te liście i ma (często) wszystkim za złe, że jedzą coś innego. 

Wczoraj zrobiłam rewelacyjną zapiekankę makaronową, z karczochami, podsmażaną szynką i dużą ilością zapieczonego sera – pycha! I jej nie zjadłam. To, że ja się zapuściłam i mam swoje do schudnięcia, nie może oznaczać, że inni też mają się ze mną odchudzać, oczywiście zawsze z przyjemnością ugotuję więcej kaszy, zgrilluję więcej warzyw, ale nic na siłę.


Następny wpis o diecie będzie w kwietniu, myślę, że wtedy będę mogła się pochwalić poważnym „spadkiem”, bo „Wiesz kochana, ja na diecie jestem. No co Ty, jesz te paluszki chlebowe?! Jak ja bym je zjadła to już bym dziś więcej nic do buzi nie włożyła. Tak, tak gluten odstawiony, laktoza, fruktoza też….” 

Takim paniom dziękujemy, za to pamiętajmy, żeby mówić komplementy! Chudnące osoby w końcu usłyszą o tym, że ładnie wyglądają a nie, że mają gęste włosy, że super dżinsy a nie szałowy szalik, że fajna bluzka a nie ciekawy naszyjnik….. bo chudnące na co dzień osoby potrzebują wsparcia, zauważania ich pracy nad sobą…..

5 komentarzy:

  1. wiem coś o tym najgorzej jak waga stoi ja też rozpoczęłam walkę od 2 stycznia pomału do przodu. Trzymam kciuki:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja też życzę powodzenia :) bo silna wola czasem bywa bardzo trudna do odnalezienia....

      Usuń
  2. To źle brzmi. Lepiej "Zdrowo się odżywiam" :)
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eee ja się nie wstydzę :) dzięki za życzenia :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa