4 lutego 2015

Chińska zupa w Mordorze

Vintage zupa pekińska fot. D.Szymborska


Jest takie miejsce w Warszawie, ba nawet przez deweloperów starannie oznakowane jako Mokotów, gdzie mieszczą się biurowce. Ktoś kiedyś nazwał je Mordor. Kto zna Tolkiena wie, kto nie zna już może się bać.

W Mordorze pracują tysiące ludzi. Bywają głodni dlatego powstają setki miejsc karmiących. Miejsca te serwują tanie, niskiej jakości jedzenie. Na szybko, w biegu. Pewno są jakieś wyjątki – slow foodowo, smacznie czy jakoś tak.

Będąc w Mordorze zgłodniałam, a że nie jem pieczywa – odpadła kanapka, że nie jem pszennego makaronu – odpadły kluski na szybko, że nie chcę tłustych sosów – skreśliłam sałatę na wynos. Głód wielki, myślenie ogranicza. Opcja batonik – podniosę poziom cukru – też nie. Zupa. Tak, tak zjem zupę. To coś po czym nie powinien mnie boleć brzuch, z racji tego, że jest gotowana, a po drugie taniej niż kupować kostki rosołowe jest użyć kości więc jest największa szansa na naturalne składniki!

Wybrałam miejsce gdzie był tłok. Mogło to oznaczać dwie rzeczy – bardzo tanio, albo i bardzo tanio i zjadliwie.

Zamówiłam zupę pekińską. Myślałam od miseczka rozgrzewającej, gęstej zupy. Dostałam michę, nie zjadłam całej. Do tego element humorystyczny w pakiecie – chiński bar na Domaniewskiej a tu talerzyk Społem! Multikulti!

Zupa jak na wydatek 7PLN smaczna, brzuch (jak dotąd) nie boli. 

3 komentarze:

  1. Pracuję w Mordorze, ale do tej miejscówy musiałam jeszcze nie trafić, bo nie widziałam chińskiej zupki w takim talerzyku :D

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa