18 kwietnia 2013

French Wine Discoveries, Hyatt Regency, Warszawa 18 kwietnia




Bardzo lubię degustacje, do których mogę się przygotować. Takie, gdzie organizatorzy publikują katalog. Dziś dokładnie tak było. Przyjechałam na sam początek degustacji, nie mogłam niestety zostać na obiad a szkoda bo bardzo lubię jedzenie serwowane w Hyatt’e. Jednak nie na lunch tam przyjechałam. Organizatorzy Wine4trade zaprosili 32 wystawców. Ja odwiedziłam kilka stoisk, spokojnie sobie porozmawiałam, nacieszyłam się atmosferą  winnego zachwytu. Oczywiście wybierając kilka stoisk pominęłam kilkadziesiąt innych. Z drugiej strony nie jestem w stanie zapamiętać, opisać i poczuć kilkuset win w ciągu dwóch godzin. Wolę spróbować kilku, dowiedzieć się więcej o winnicy a przede wszystkim porozmawiać z tymi co te wina robią. Dziś miałam szczęście bo wystawcy mówili po angielsku bo mój francuski ogranicza się do wylewnego przywitania i ewentualnie zapytania gdzie jest łazienka. Swoją drogą to zastanawiające dlaczego mój mózg wyparł znajomość tego języka, bo przecież w liceum jako tako mówiłam po francusku. Wracając do win. Zaczynam prezentację tego czym się zachwyciłam.

Champagne Petit et Bajan
Champagne Blanc de Blancs Cuvee Nuit Blanche i Champagne Brut Cuvee Ambrosie. Oj to były napoje bogów. Naprawdę. Pierwszy kosztuję 42 Euro drugi 34 (wszystkich wystawców pytałam się o ceny w sklepie we Francji, po to by można było je jakoś ze sobą porównać). Veronigue Petit z pasją opowiadała o swoich szampanach, opisywała stare piwnice. Bardzo bym chciała odwiedzić jej małą winnicę, umówiłyśmy się, że jak będę w okolicy to zadzwonię bo ona nie mieszka w samej winnicy tylko o dwie minuty jazdy samochodem. Blanc de Blances jest cudownie wytrawny, lekko jabłkowy, natomiast Ambrosia jest takim szmpanem, który bym „oblewała” jakieś duże wydarzenie.

Domaine De Saint Lannes
Parket Cotes de Gascogne, White 2012 pod nazwą Domaine La Salette przyznał 87 ze 100 punktów. Chyba wiem dlaczego tak się stało. To stosunkowo tanie wino (5.5E) pachnie kocimi sikami, z elementami siana, ciekawie rozwija się w ustach. Jest efekciarskie, bardziej degustacyjne niż do picia codziennego. Jest świeże, i co zaskakujące lekko mineralne na końcu.

Domaine Gerard Tremblay
Przy tym stole, rozmawiając z Vincentem spędziłam sporo czasu. Lubię Chabli, a opowieści o tym, w którym miejscu i na którym brzegu rzeki jest dane cru są fascynujące. Po raz kolejny przekonałam się, że to ma znaczenie czy winogrona rosną po lewej czy po prawej stronie rzeki. Prawa strona oznacza większą mineralność, lewa delikatność i świeżość. Piłam: Chablis Viellies Vignes, 2011 – jako młode Chablis, które ma czas jeszcze by się rozwinąć, potem Chablis 1er cru Cote de Lechet, 2011 (o pięć euro droższe niż poprzednie – 15E), to smakowało już białymi kwiatami, wreszcie Chablis 1er cru Montmain, 2011 jak okazało się po spróbowaniu Chablic 1er cru Fourchaume, 2011 to Montmain najbardziej mi przypadło do gustu. Vincent śmiał się, że to najbardziej babskie Chablis jakie jego winnica produkuje. Jego wina zdobywają medale, i temu się nie dziwię, wszystkie były dobrze zbilansowane, ogromnie eleganckie. Czekam kiedy będą dostępne w Polsce.

Guy Charlemagne
Dwa rewelacyjne szampany. Jeden o 8g cukru, drugi o 3. Pierwszy Reserve Brut lekki, taki jak szampan powinien być, drugi inny beczkowy i w swojej wytrawności arystokratyczny – Mesnillesime 2004, lekko jabłkowy, poziomkowy. Ceny odpowiednio to 20 i 34 E. Niemało jednak, przy tym stole znów cieszyłam się z jakości wina, w pełni zgadzałam się z przyznawanymi nagrodami.

Domaine Alain Geoffroy
Kolejne Chablis, już nie tak porywające jednak na tyle eleganckie i dobrze zbilansowane, że warto o nich wspomnieć. Piłam Chablis 2012 – podstawowe, i klasyczne wręcz książkowe Chablis 1er cru Beauroy 2011.

Chateau Montaiguillon
Teraz kolej na wina czerwone, dwa fascynujące wina, nos drugiego do teraz mnie frapuje, coś znajomego czego nie umiem nazwać. Wyzwanie degustatorskie. AOP Montagne Saint-Emilion – Chateau Montaiguillon 2010 (jedyne 12Euro we Francji) to lekki taniny, wino z tych, które degustowane w ciemno smakują tak francusko, że bardziej się nie da! AOP St Georges St-Emilion – Chateau Vieux Montaigullion 2010 to właśnie to wino o nieodgadnionym nosie, delikatne, lekko kredowe, podobnie do poprzedniego eleganckie i w dobrym tego słowa wytrawne.

Chateau La Haye
Ostatnie wino mojej degustacji, nagradzane przez Decanter – tutaj znów ciężko się nie zgodzić z decyzją jurorów – La Haye 2009 st estphe (25E) to wino lekko kredowe, pomimo tego, że to Belg jest właścicielem winnicy ogromnie francuskie. Przewidywalne w swojej klasie i jakości.

Dawno nie byłam na tak dobrej degustacji. W przyszłym tygodniu zapowiada się kolejna, o bardziej zawężonym temacie – Barolo. Zobaczymy jak będzie, dziś cieszyłam się z możliwości próbowania win z klasą. To lubię. To czego nie lubię to, to że natarły mnie moje eleganckie buty, a przed maratonem odciski niewskazane....










1 komentarz:

  1. Jeśli obtarły Cię buty do tego stopnia, że masz rankę to polecam nakapać na taką rankę sokiem z cebuli (obraną cebulę przekroić na pół i wycisnąć jak cytrynę). To nic a nic nie szczypie, właściwie nie czuć niczego. A rana goi się bardzo szybko.

    A w kwestii win - w ramach spóźnionego prezentu urodzinowego dostałam dwie butelki wina SassoMatto Toscana 2007 (nie wiem czy to dobre, czy kiepskie, nie znam się, w każdym razie nam smakowało). Chcę się zapytać o osad, który pozostał na dnie butelki, bo mnie zaciekawiła jego konsystencja. Wyglądał jak takie drobne błyszczące kryształki. Cóż to było takiego?

    OdpowiedzUsuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa