17 grudnia 2014

Jak uczyłam się zabijać ślimaki….

Tego nie zjedliśmy, zjedzą go pewno goście w Le Rozbrat Bistro fot. D.Szymborska


No i chyba się nie nauczyłam. Fajnie jest zjeść mięso ślimaka z masłem ziołowym, ale zdecydowanie nie fajnie jest wydłubywać żywe zwierzątko z muszelki, zabijać i patroszyć. Ot biologia. Wiadomo, że mięso się z czegoś bierze i nie rośnie na drzewie.

Łatwo jest zrobić zakupy w supermarkecie…. A już samemu zabić? Ja nie potrafię. Może zjeść liście roszponki, ślimak przed śmiercią pewnie je jadł….

Dziś na warsztatach w Le Bistro Rozbrat podano w mieseczkach żywe ślimaki. Ot droga ze skorupki na talerz.

Najpierw taki ślimak żyje sobie normalnie, potem jego ślimacze życie się zmienia – złapany, jest albo specjalnie dokarmiany albo od razu głodzony. To trwa około tygodnia, dwóch. Potem jest myty i ginie. To nie jest fajna śmierć. Ślimaka należy wyciągnąć ze skorupki, czasem przy tym umiera czasem nie. Jeżeli nie to wtedy go się zabija i wycina wnętrzności. Mięsa dużo nie ma, więc należy z kolejnym postąpić tak samo. Następnie mięso trzeba umyć. Ugotować w rosole drobiowym z ziołami. Po kilku godzinach mięso jest miękkie.

By podać ślimaki w muszelkach należy….kupić puste muszelki. Do muszelki wkładamy ślimaka, potem masło z ziołami. Do specjalnej foremki i pieczemy kilka minut w piekarniku na 170 stopni.






Daleko nie ucieknie fot. D.Szymborska
 Tu miało być zdjęcie ślimaka przed gotowaniem, ze względu na drastyczność - zdjęcie się nie pojawiło


Do skorupki, mięso i masło ziołowe i do piekarnika fot. D.Szymborska

Jeden talerz trzy blogerki kulinarne fot. D.Szymborska

To się je....fot. D.Szymborska

Stanowisko dowodzącego Szefa Kuchni - Maćka fot. D.Szymborska


Potem tylko ochy i achy. Jakie pyszne te ślimaki. Pyszne, dopóki się nie przerobi całego procesu. Obok mnie siedział Bartek – mniej emocjonalnie podchodził do ruszających się zwierzątek. Zabitego wypatroszyć mogę, ale zabić….cóż nie za bardzo.

Eksperymenty ze ślimakami bez mrugnięcia okiem to ja przeprowadzałam w wieku lat kilku, teraz mi się zmieniło.

Dzisiejsze warsztaty były dla mnie ważne,  przypomniały mi skąd pochodzi mięso, jak ważne jest umiejętne zabijanie zwierząt. 

Nie mam pojęcia jak ogłuszyć ślimaka, ale na pewno nie chciałam mu serwować śmierci na raty w nieumiejętnych rękach.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa