9 grudnia 2014

Maratończyk – Bill Rodgers i Matthew Shepatin

Ciekawa opowieść o szybkim bieganiu w szalonych latach siedemdziesiątych fot. D.Szymborska


Można palić papierosy, rzucić je, pić mocny alkohol, jeść śmieciowe jedzenie i biegać maratony na 2.09.

Tak było w końcówce lat siedemdziesiątych w Ameryce.

Aż ciężko było mi uwierzyć, że na kilka dni przed Maratonem Bostońskim jego zwycięzca dostaje paczkę z butami. To nie jakieś specjalne robione na zamówienie, to zwykła para sportowych butów. Radość jest ogromna bo buty Billa, w których chciał biec miały dziury i przetarcia, a te nowe na szczęście były dobre, no może troszkę za luźne.

Nie wyobrażam sobie, też by obecnie zwycięzca Maratonu nie miał wsparcia fizjoterapeutów, by przez wiele kilometrów nic nie pił bo zapomniał ustawić sobie bidonów a z kubeczków wszystko mu się wylewało!

Mało? A przepychanie się między kibicami i samochodami by wbiec na metę? A bieganie w rękawicach ogrodowych? W bawełnianej bluzeczce z napisem zrobionym markerem?

Brzmi to wszystko jak bajka. Stoper nie kłamie! Takie były czasy, takie było bieganie gdy mnie jeszcze na świecie nie było.




Książka Rodgersa to podróż w czasie. Opowieść o wielkich klęskach i o wielkich zwycięstwach. To tak jakby oglądać film w którym nie ma szarych klatek – wszystko jest albo czarne albo białe!

To wreszcie imponująca historia człowieka, który do takich wyników sportowych doszedł biegając w czasie lunchu gdy pracował w szkole.

Zastanawiam się jakie czasy biegłby Bill gdyby miał takie wsparcie medyczno-trenerskie jak teraz mają najlepsi biegacze. Jego organizm był maszynką do biegania!

Polecam tą książkę wszystkim tym, którzy narzekają, że nie chce im się wyjść na trening. Po lekturze tej opowieści można docenić to, że mamy czas i możliwość biegania. To od nas zależy jak będziemy trenować, jeżeli nam zależy to odniesiemy sukces.

Książka to przeplatanka opowieści o wielkim zwycięstwie z gorzkim wspomnieniami schodzenia z trasy maratonu, nieudanego występu na Olimpiadzie.

Billa nie poznałam osobiście, ale biegałam w butach kupionych w jego sklepie w Bostonie!



Bill Rodgers i Matthew Shepatin, Maratończyk, Moja 42-kilometrowa droga od anonimowego biegacza do szczytów sławy, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa