11 listopada 2014

Fashion runner

Taki szpan fot. D.Szymborska


Trzy dni pod rząd biegania. Żadnej powtórki jeżeli chodzi o buty! Jest chic! Niektóre dziewczyny potrafią przez tydzień wychodzić codziennie z inną torebką, inna mają kilkanaście par szpilek. A ja? A ja mam duuużo butów biegowych! Na każdą okazję, na każdy rodzaj nawierzchni, na każdą porę roku.

To trochę tłumaczy bałagan w przedpokoju! Bo przed wyjściem zastanawiam się w których pobiec. Zaletą takiej kolekcji butów biegowych jest to, że chyba wystarczyłoby mi ich do końca życia. Ciężko „zabiegać” aż tyle butów. Staram się przestrzegać tego, by po około 1000 kilometrów buty kończyły swoją biegową karierę. Nie powiem, że je wyrzucam bo z tym mam problem. Trudniej też jest stwierdzić kiedy tysiąc już został przebiegnięty – bo jak się biega w nich na zmianę to łatwo się pogubić w tej kwestii.


Na zdjęciu są The North Face Ultralight – zdecydowanie najmniej odpowiednie do lasu, idealne na wymagające podłoże. Biegałam w nich na wulkanie – super, choć trochę bieżnik pościerałam. Trzymają się świetnie nawierzchni, są lekkie, więc długi dystans odbija się negatywnie na moich zębach – szczękościsk. Są bardzo przewiewne więc na zimę się nie nadają z pewnością.

Kolorowe Asics – ach te to przyciągają wzrok. Ciężko nie zauważyć biegaczki w tak kolorowych butach – szał! Do tego świetnie się w nich biega, choć to są lekkie buty, świetne startówki. Można w nich też po lesie śmigać – ale dopiero na odcinkach asfaltowych pokazują co to znaczy wybicie i szybkie bieganie, oczywiście jeżeli biegacz ma siłę w nogach!

Wreszcie Mizuno Wave Prophecy 3 – śliczności różowości, z taką amortyzacją to słoń by dał radę przebiec maraton. Często krytykowane, z powodu zmieniania przetaczania nogi. Zaczynając biegać w tym modelu (jedynce) czułam się jak Pistorius – nie żebym chciała strzelać do drzwi toalety ale tak się super wybijałam z pięty! Oczywiście z pięty wybijać się nie należy, ale jakby się już chciało to w tych butach!

I takie to były trzy biegowe dni! Jesiennie, za każdym razem przyjemnie, nie za gorąco nie za zimno, niezmiennie cudowne, ale różne kolory lasu.

Dzień wolny to dzień w którym wolno nam wybrać godzinę treningu!

Wolne dni zaliczam do udanych a dzisiejszy komentarz trenerki na basenie do tych, co można cytować:

Trenerka – Dota, pięknie płynęłaś… przez moment!


To ja będę pracować nad wydłużeniem tego momentu na całe zawody….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa