27 listopada 2014

Top Chef – III edycja – finał NA ŻYWO

Ten skaczący co zwycięzca III Edycji Top Chefa fot. D.Szymborska

Z racji braku telewizji, środowych treningów wieczornych, Top Chefa oglądałam z reguły w czwartek około 20. 

Nie patrzę na facebookową stronę żeby mieć niespodziankę, co będzie się działo w programie. Emocje zawsze są. Faworyci i faworytki również. Lubię gotować, a szefowie kuchni w tej edycji programu naprawdę umieli przyrządzać imponujące, co do wyglądu dania – smaku nie poznałam więc nie komentuję.

Od Grzegorza Łapanowskiego dostałam wejściówki – dzięki. Sektor do którego zostali zaproszeni goście Grześka był jednym z głośniejszych i bardziej radosnych, większość stanowili młodzi kucharze z zespołu Grześka – w takim klimacie to nawet stare kreskówki by się nam dobrze oglądało a co dopiero taki finał!


Owacja na stająco fot. D.Szymborska
Najpierw trochę, ale mało zamieszania organizacyjnego, zgoda na udostępnianie wizerunku, kolejka do szatni. 

Przed programem rozmowa z Pawłem Wałęsą – cóż za niego najmocniej trzymałam kciuki. Potem dużo czekania, ćwiczenia dla publiczności. Cały czas super atmosfera.

Czułam się jakbym czekała na przedstawienie w teatrze, Hala Mera ma dużą widownię, super oświetlenie i tak zwany dobry klimat.

Trochę liczyłam, że zobaczę kucharzy „w akcji”, ale konwencja finału to wspólne oglądanie na wielkim telebimie ich zmagań z pięciodaniowym  menu degustacyjnym. Koniec był najważniejszy!

Jak już wszyscy wiedzą wygrał Marcin Przybysz – gratuluję, mam nadzieję, że na jakiś warsztatach pogotujemy razem bo jestem ciekawa jakim szefem jest w swojej kuchni. 

Paweł Wałęsa nie wygrał, szkoda, co nie zmienia faktu, że jak tylko będę nad morzem to zamierzam wybrać się do jego restauracji.

To był długi i miły wieczór, emocje – te dobre, zabawa – spontaniczna i radość, że wśród tylu ludzi gotowanie wzbudza takie zainteresowanie.


Dzięki Grzegorz za zaproszenie, od razu zapowiadam, że trudno najwyżej jeden trening przepadnie ale chcę się wybrać na finał czwartej edycji!

Przygotowania do finału fot. D.Szymborska

Z ulubionym kucharzem - Pawłem Wałęsą  fot. J.

4 komentarze:

  1. Hahaha też nie mam telewizji. Jak mi ktoś czasami wspomina np. czy widziałam "Rolnik szuka żony" a ja robię zdziwioną minę w stylu "co to za twór" to równie zdziwiona mina pojawia się gdy mówię "nie mam Tv". ;-) Czyli jest nas więcej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że jest - beztelwiozorowców całkiem sporo :)

      ja nie mam TV od kilkunastu lat i jakoś nie czuje, że nie jestem na bieżąco z tym co na świecie. A co do "Rolnika" to zobaczyłam jeden odcinek w sieci - i ciężko mi się to oglądało do końca taka to była szmira, ot chciałam wiedzieć o czym piszą w gazetach.

      Usuń
    2. Zazdroszczę braku TV.Żyłam szczęśliwie bez telewizora dopóki nie wyszłam za mąż, moja połówka niestety życia sobie nie wyobraża bez tego pożeracza czasu, a teraz jestem załamana, ponieważ chce kupić do sypialni 60 calowy ;(((.

      Usuń
    3. oj ale przecież posiadanie telewizora nie oznacza, że zawsze musi być włączony :)

      Usuń

On Egin znaczy smacznego Topa na zdrowie! A TRI to triathlon! Czyli o tym wszystkim jest ten blog!
Dziekuję bardzo za komentarz.

zapraszam również na facebook:) https://www.facebook.com/oneginetatopa